Logiczne, że wpadasz w dół, jeśli kopiesz coraz głębiej

Wpadanie w dół. Kto tego nigdy nie czuł?

Ja czułam. Nie raz. Czasem dół jest tak cholernie głęboki, że wygrzebanie się z niego graniczy z cudem. Czasem to zwykła, powierzchowna dziura. Taka, o którą się potykasz. Na przykład w czwartek rano, kiedy już masz dosyć tego, co było, a przed Tobą jeszcze więcej. I siedzisz. Gadać Ci się z nikim nie chce. Gotować obiadu też nie. W zasadzie masz wolny weekend, ale co z tego, skoro cała jesteś taka… Właśnie – jaka? Leniwa, niezdecydowana, sfrustrowana, zrozpaczona? Jaka wtedy jesteś?

Ciężka. Ja jestem wtedy ciężka. Kompletnie nie czuję tej lekkości, jaką miewam na co dzień. Sporo czasu zajęło mi rozpracowanie swoich dołów i zrozumienie, że powinnam przestać je kopać, żeby z nich wyjść. Teraz każdy początek gorszego dnia jest dla mnie sygnałem, by wyciszyć głowę. Sygnałem, by przestać rozpaczać, zastanawiać się nad tym, co ludzie pomyślą i uświadomić sobie, że ten dzień i tak minie. A moim wyborem jest już to, czy będzie to kolejny dzień do wyrzucenia, czy jednak dzień szczęśliwy. Zwyczajnie szczęśliwy. Szczęśliwy nie dlatego, że dokonam cudów, sprzątnę całą chatę, spełnię marzenia czy odhaczę wszystkie zadania z listy do zrobienia. Będzie szczęśliwy, bo będę potrafiła to szczęście dostrzec. 

Zaczyna się normalnie. Planujesz, cieszysz się dniem. Kilka większych spraw do załatwienia, praca, nauka, rodzina. Padasz zmęczona. Wstajesz na drugi dzień i powtórka z rozrywki. Stwierdzasz, że dzisiaj nie zdążysz pójść na spacer. Masz za dużo do zrobienia. Jednak zjesz na mieście. Nie masz czasu gotować zdrowych posiłków w domu. Zachorował Ci pies. Może dziecko. Może mąż. Nie przespałaś nocki. Musisz jechać na spotkanie. Za tydzień wybierasz się na weekend 500 km od domu, bo pół roku temu kupiłaś bilet na konferencje. Nie spodziewałaś się, że w poniedziałek masz ranną zmianę. Masz dosyć. Chcesz się chociaż wyspać!

Właśnie skończył się etap pierwszy – full na głowie. Zaczyna się etap drugi – złość. Jesteś zła na niesprzątnięte mieszkanie, kilka niezałatwionych spraw i wszystkich tych, którzy się dzisiaj uśmiechają. Dlaczego nic Ci nie wychodzi? Dlaczego nie może być tak, jak chciałaś? Przecież wszystko było dobrze! Do tego zepsuł się samochód, w pracy wcale nie dostałaś awansu, na który liczyłaś. Wszystko zaczęło się walić. Jedno potknięcie i… frustracja.

Złe samopoczucie, beznadzieja i bezsens. Zapowiadało się wspaniale. Miałaś gotować tak, jak sobie rozpisałaś i dzięki temu zaoszczędzić kilka groszy, no ale zjadłaś na mieście. Później jeszcze raz. Chodziłaś późno spać, bo tyle miałaś pracy. Na spacery i jogę czasu nie było. Teraz chce Ci się tylko płakać. Ze złości. Teraz już nie na świat, ale na samą siebie.

I odpuszczasz. Masz już po prostu dosyć. Luzujesz wszystko, co poluzowania wymaga. Zwłaszcza Ty. Twoja głowa, Twoje ciało, Twoja lista spraw do załatwienia. Okazuje się, że wcale nie jesteś do tyłu z terminami, że z niczym nie zalegasz. Po prostu sama sobie narzuciłaś tempo i sama sobie wykopałaś ten dół. A kopałaś zawzięcie. Jak szalona!

Musiałaś spadać w ten dół tak długo, aż zaczęłaś widzieć tylko ciemność. I nagle uświadomiłaś sobie, że sama jesteś w tym dole, sama go pogłębiałaś, sama też w nim byłaś! Ta myśl jest uwalniająca. Uwalnia głównie hormony szczęścia, a wtedy jesteś już gotowa do działania.

I muszę Ci powiedzieć, że nie tylko doły uwalniają hormony szczęścia. Muszę też powiedzieć Ci, że żadna sytuacja zewnętrzna (przytarte auto, zmiana pracy, niezdany egzamin…) nie zabrania ich wytwarzania. Pozornie trudne zmiany są realnie wielkimi możliwościami. Kiedy uświadomisz to sobie na poważnie, wewnątrz Twojego ciała rozleje się ciepło. Zapanuje spokój i poczujesz wdzięczność za to, co dało Ci życie. 

Wiem. Kiedyś tego nie czułam.

Kiedyś tylko myślałam, że czuję i właśnie dlatego Ci o tym piszę. O tym trzeba przypominać, bo umysł jest zupełnie jak ciało – też trzeba go karmić.

Ślę więc do Ciebie dobrą karmę,

  • Tam gdzie jedni widzą problem inni widzą możliwość.

    • Izabela Kornet

      Oj tak. Mam wrażenie, że gdybym przestała widzieć możliwości w problemach – zwariowałabym! Albo zdziadziała 😉 Byłabym takim pionkiem na świecie, który żyje na automacie 😉

  • Zawarłaś w swoim tekście trzy bardzo ważne, zasadnicze wręcz mądrości, o których każdy powinien pamiętać.
    Że jak roztrząsa swoje problemy, to złe samopoczucie się powiększa.
    Że żeby być szczęśliwym, trzeba umieć zobaczyć to szczęście, a to bardzo trudne zadanie.
    I że umysł trzeba nieustannie karmić.
    Dobrze napisany, bardzo wartościowy post, widać, że swoje przeszłaś i masz mądrość, by pomagać innym. Fajnie, że piszesz.
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Izabela Kornet

      Emilka, zdecydowałam się wyróżnić Twój komentarz, bo stał się podsumowaniem tego, co napisałam. Jest mi niesamowicie miło, że wyłapałaś z teksu dokładnie to, co chciałam przekazać!

      Dziękuję! Chciałam tylko dodać, że masz rację pisząc, że dostrzeganie szczęścia jest trudne. Trudne, ale możliwe 🙂

  • follow creativity now

    Oj tak. Ja też jestem dla siebie zbyt wymagająca, zbyt krytyczna. Dużo czasu zajęło mi uporządkowanie rzeczy tak, aby czerpać z życia jak najwięcej, a do tego nie zwariować. Szczęście własne, harmonia i równowaga ☯ są bardzo, ale to bardzo ważne.

    • Izabela Kornet

      Masz sporo racji i też fajnie, że dostrzegasz to, jaka jesteś dla siebie. Ja nadal jestem wymagająca w stosunku do siebie, z tą różnicą, że kiedyś mnie to „niszczyło” (mocne słowo), a teraz po prostu mnie unosi. Wiem, kiedy przystopować. Mam wrażenie, że u mnie jeszcze co jakiś czas takie „porządki” się odbywają 🙂 W zależności od tego, na jakim etapie życia właśnie jestem. Dziękuję! 🙂

  • Naprawdę świetny wpis! Sama jestem wobec siebie zbyt krytyczna, bo taka być nauczyłam. Jako najstarsza mam od zawsze full obowiązków i więcej ode mnie jest wymagane niż od kogokolwiek. Działo się tak przez lata, aż podupadłam na zdrowiu w styczniu tego roku – zaczęło się od „niewinnej” niedoczynności tarczycy, a później poleciało jak z górki. Poza obniżoną odpornością, problemami z tarczycą, ale i neurologiczne oraz -ostatnio- coś z kręgami, zaczęły się też problemy nerwowe. Mam trudną sytuację z nauczycielem, który wyżywa się na mnie z błahego powodu, a jak jak to ja wszystko biorę do siebie. Mówi, że nie zdam matury – zaczynam tak myśleć i tak zaczęły się omdlenia, szpital, zawroty głowy i wiele innych. W końcu powiedziałam sobie dość i robię wszystko, by wymagać od siebie mniej. NIe dostanę 5, będzie ocena niższa, bo i tak sprawdzę się dopiero na maturze…

    Rozpisałam się nieco o moich problemach, choć na ogół o tym nie mówię. W każdym razie wpis jest wartościowy i cieszę się, że go dodałaś!
    Pozdrawiam serdecznie!

    • Izabela Kornet

      Kasiu, a ja się cieszę, że o tym wszystkim napisałaś 🙂 Muszę Ci powiedzieć (niejednokrotnie to już powtarzałam w wielu wpisach i na wielu spotkaniach), że gdy wyszłam z ostatniej matury – nie wiedziałam, co ze sobą zrobić! Wyobrażasz to sobie? 😉 Wróciłam do domu, usiadałam i POWAŻNIE nie miałam nic do zrobienia. Uświadomiłam sobie, że żyłam tylko szkołą. To było strasznie smutne, bo przecież nie jestem maszynką do zarabiania pieniędzy i płacenia rachunków. Nie na takiej przyszłości mi zależało.

      Chcę też dodać Ci, że matura w moim życiu ani razu mi jeszcze nie pomogła. Poza tym, że oczywiście pozwoliła mi pójść na studia (jako sama w sobie – nie ze względu na wyniki). A na studiach okazało się, że matura wcale niczego nie weryfikuje, w liceum miałam słabe oceny z matematyki, chemii i biologii, a teraz kocham te przedmioty i czuję się w nich świetnie – realizując je na studiach. Nic nie jest przesądzone – nawet, gdybyś miała same 6!

      Dbaj o zdrówko, @oczytaaaanaa:disqus 🙂 Ciało i umysł należą do Ciebie, zawsze przy Tobie będą – dlatego warto im poświęcać swoją uwagę 🙂 Trzymam za Ciebie kciuki w związku z przygotowaniami do matury. Sama nie wiem, czy w 2018 roku nie podejdę do poprawki (by zrealizować plany), więc jeszcze się okaże, że będziemy pisać ją razem 🙂

  • Jakbym czytała o sobie… Kilka zdań wyjątkowo do mnie przemawiają:
    „Będzie szczęśliwy, bo będę potrafiła to szczęście dostrzec.”
    „I nagle uświadomiłaś sobie, że sama jesteś w tym dole, sama go pogłębiałaś, sama też w nim byłaś!”
    „Pozornie trudne zmiany są realnie wielkimi możliwościami.”
    Nawet jak się ma tysiące rzeczy do zrobienia (które się wybrało robić z pełną świadomością i entuzjmem) i przy okazji kryzysowe lub trudne momenty, to dalej można pielęgnować wewnętrzną radość. I też nauczyć się czasem zwalniać i dać sobie prawo na sen, odpoczynek i najważniejsze: oferować samej sobie empatię i życzliwość.
    Dziękuję za mądry wpis 🙂

    • Izabela Kornet

      @LiberalRebel:disqus, kochana, a ja dziękuję Ci za ten cenny komentarz 🙂

      Cieszę się, że wyszczególniłaś te zdania. One po prostu są istotne. Bardzo mi się podoba jak piszesz, że te tysiące spraw do zrobienia wybrało się samodzielnie i z wielkim entuzjazmem! 😉 Wiele w tym prawdy. Sama często mam sporo na głowie, ale teraz potrafię sobie z tym radzić i co najważniejsze – wiem, kiedy przystopować. Wiem, kiedy powiedzieć pass jak zamawiam kolejny bilet na konferencję 😉

      Empatia i życzliwość dla siebie samej to dla mnie ciężki kawałek chleba. Nie w takim sensie, że nie jestem dla siebie miła, ale naprawdę długo zajęło mi zrozumienie, dlaczego najpierw muszę zadbać o siebie. Wciąż się tego uczę i czuję, że jestem na dobrej drodze. A Ty praktykujesz jakieś szczególne elementy, jeśli chodzi o życzliwość dla siebie samej? 🙂

      • Haha, dziękuję 🙂
        Przede mną też wiele pracy, np. bezwzględne standardy osobiste i samokrytycyzm.
        W Londynie przez jakiś czas chodziłam na self-compassion mindfulness. Sporo mi to pomogło.
        Jestem od kilku lat w fazie odrywania świata i bawienia się wieloma ‚zabawkami’ – celami i zainteresowaniami – naraz. O ile jest to fizycznie i mentalnie męczące, to ktoś mi mądrze poradził, by po prostu zaakceptować ten stan i dać sobie prawo na jej przejście.
        Dla mnie życzliwość dla samej siebie to np. proszenie innych o pomoc i wsparcie, zamiast radzenia sobie ze wszystkim sama.

        • Izabela Kornet

          O tak, proszenie o pomoc i wsparcie to coś, co teraz doceniam bardziej niż zwykle.

          Podoba mi się jeszcze to zaakceptowanie i pozwolenie na przejście. Akceptacja zarówno siebie, jak i wszystkich sytuacji zewnętrznych nie jest najłatwiejsza 🙂 Ale sprawia, że żyje się łatwiej. Spokojniej 🙂

  • Z dołami jest tak, że w większości sami sobie je kopiemy, sami w nie wpadamy, ale… potem nie bardzo wiemy, jak z nich wyjść, jeżeli są odpowiednio głębokie. Trochę się wdrapiemy do góry i zjeżdżamy znowu w dół po piachu. W takich sytuacjach nie tylko odpuszczenie jest konieczne, ale też wsparcie innych osób…

    • Izabela Kornet

      @dawidlasociski:disqus, jak najbardziej się z Tobą zgodzę. Wsparcie bliskich jest ważne. Pytanie – co, jeśli go nie ma? Jak znaleźć w sobie siłę, by z tego dołu wyjść?

      Ja akurat mam wsparcie bliskich, ale to nie do końca zawsze jest tak, że klaskają na każde moje słowo/na każdą moją decyzję – w końcu nie o to chodzi.

      Myślę, że fajnie jest mieć wsparcie, ale niefajnie jest go oczekiwać. Oczekiwania też wpędzają w doły (zwłaszcza, gdy np. oczekujemy w tym wypadku wsparcia, a wcale go nie otrzymujemy i koło się toczy, kopiemy dół dalej).

      Fajnie, że mówisz o tym wsparciu. Ja też niejednokrotnie to podkreślam. Mam u swojego boku dwie osoby, bez których byłoby zwyczajnie ciężko.

      • Trochę się zajmuję budowaniem odporności psychicznej i ze wszystkich materiałów do jakich udało mi się dotrzeć wynika, że wsparcie jest najistotniejsze. Oczywiście może zdarzyć się tak, że nie będzie nikogo, kto nas wesprze. To jest problem osób, które w środowisku uchodzą za silne, wręcz niezniszczalne. One nie tylko przyzwyczaiły bliskich, że zawsze dają sobie radę, to jeszcze nie potrafią prosić o pomoc, ani przyjmować tej oferowanej. Jeżeli już naprawdę nie mamy nikogo w pobliżu, kto wesprze, albo nie jesteśmy w stanie bliskich o pomoc poprosić, to wtedy zostają jeszcze ludzie, którtzy takiego wsparcia udzielają zawodowo – terapeuci, coachowie, psychiatrzy…

        • Izabela Kornet

          @dawidlasociski:disqus super, bardzo fajnie i przystępnie to wytłumaczyłeś. Dzięki za uzupełnienie merytorycznie tego postu! Rady i informacje od osób, które zajmują się wsparciem profesjonalnie są bezcenne 🙂

  • Czytając ten tekst czułam się, jakbym czytała o sobie. Mądry i wartościowy wpis.
    Szczęście trzeba umieć zobaczyć tylko, że jest to niezmiernie trudne jeśli jesteśmy pogrążone w kopaniu dołu i zamartwianiu się. Z drugiej strony wydaje mi się, że gorsze momenty, przez które przechodzimy są niezwykle cenną lekcją (jeśli ktoś oczywiście potrafi z niej wynieść coś dla siebie), która może przydać się w przyszłości.

    • Izabela Kornet

      @kingagajewska:disqus, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa!

      Ja też uważam, że gorsze momenty są dobre. Niosą za sobą samo dobro i cenne wskazówki. Każdy może je dostrzec, wystarczy dobrze się przypatrzeć i pomyśleć o tym w kategorii „wniosków” zamiast porażek 🙂

  • U mnie działa pozytywne nastawienie do świata i moich wyborów. Nie zawsze była sielanka, do wszystkiego doszłam ciężką pracą nad własnym charakterem, ale teraz odcinam kupony 🙂

    • Izabela Kornet

      Jeah! Ale mi się podoba to odcinanie kuponów. Przybijam piątkę!

  • To jest nasza słabość…. desperacko chcemy, aby szczęście trwało jak najdłużej, a przykre sytuacje jak najszybciej mijały… Tymczasem w życiu jest fifty-fifty, ale nikt nam tego nie powiedział, jak byliśmy mali 🙁

    • Izabela Kornet

      Mi powiedziano 🙂 Świat mi powiedział. Chyba właśnie dlatego teraz jest mi łatwiej. Ucieka się od dyskomfortu, ale można też znaleźć w nim wiele dobrego. Dziękuję za komentarz!

  • Irmina Garaj

    Wiesz! Jeszcze kilka lat temu moje życie było jednym wielkim problemem. Macierzyństwo mnie przerosło, mąż był małym chłopcem wpedzonym przez jakaś babę w obowiązki, z którymi sobie nie radził. Działo się źle. Aż przyszedł ten moment w którym zdałam sobie sprawę, że mam do cholery jedno życie i albo zacznę żyć, albo już do końca będę wegetowac. Dziś potrafię sie cieszyć z małych rzeczy, a kazdy problem traktuje jak wyzwanie

    • Izabela Kornet

      @irmina_garaj:disqus, dziękuję, że o tym napisałaś. To często sprawy, które są zamiatane pod dywan nie tylko w rodzinie, ale w ogóle – w społeczeństwie. Traktowanie problemu jak wyzwanie wchodzi w nawyk, prawda? I wszystko później wygląda inaczej 🙂

  • Ostatnio sama przechodziłam trudny okres w życiu. Niby dalej nie jest za różowo, ale dopiero jak psychicznie poukładałam to sobie w głowie i przekonałam sama siebie, że dołowanie i rozmyślanie i żalenie się na cały świat tylko pogarsza całą sytuację, to jakoś tak mi lepiej.

    • Izabela Kornet

      @sylwiawydra:disqus cieszę się, że lepiej. Domyślam się, że sytuacja była bardzo trudna i jeśli mogę tak to ująć: naprawdę przyjemnie czyta się to, co napisałaś. Po prostu jest dobrze. I niech tak zostanie 🙂 Powodzenia!

  • wiesz… Nie każdy dół jest zły. Czasem dobrze jest w niego wpaść, żeby wstać silniejszym. Tyczy się to np. sportu. Nie udaje nam się, coś nie wychodzi. Zaczynamy się dołować, co tylko żądzę osiągnięcia sukcesu. Nie można od razu zostać kimś i takie przegrane również są potrzebne.

    PS. Ci na dole zawsze mają lepiej. Tak sobie leżą tylko:)

    • Izabela Kornet

      Właśnie o tym jest cały tekst – że żaden dół nie jest zły 😉

  • Joanna Postupalska-Bożek

    Miałaś chyba naprawdę dół pisząc ten tekst. Powodzenia życzę i głowa do góry!

    • Izabela Kornet

      Ten tekst pisał się z radością 🙂 Ale dziękuję, powodzenie zawsze się przyda!

  • Nic dodać nic ująć

  • Logiczne, logiczne, ale nie zawsze proste 🙂 Dobrze jednak przeczytać taki rozpisany na kawałki mechanizm, bo można łatwiej zidentyfikować „swój” etap.

    • Izabela Kornet

      Otóż to – wiele takich spraw jest w życiu. Niby oczywiste, a jednak wcale nie takie proste 🙂

  • Bebe Talent

    Czasem rzeczywiście warto odpuścić. Zadbać o siebie. Zrobic dobrze sobie. Bywa, że problemy rozwiązują się same i warto tym rozwiązaniem po prostu zejść z drogi.

    • Izabela Kornet

      O tym zapomniałam wspomnieć, a uważam, że też fajny aspekt w temacie – że czasami problemy rozwiązują się same (oczywiście niezupełnie dosłownie) 🙂

  • najgorsze jest to, że zdołowany człowiek nie ma ochoty na nic innego poza dalszym kopaniem, a już absolutnie nie ma ochoty spróbować z tego dołu wyjść. trzeba się przemóc. jakkolwiek to brzmi zmusić do bycia szczęśliwym.

    • Izabela Kornet

      Szach-mat, strasznie mi się podoba to, co napisałaś o tym zmuszaniu się do szczęścia. Nie masz pojęcia, jak ja się denerwuję, gdy ktoś mówi mi, że nie będzie się zmuszał do [produktywności, robienia czegoś na czas, zdrowego gotowania, ćwiczeń fizycznych, czytania etc.] 🙂 Dlaczego mnie to irytuje? Bo czasami do działania zmusić się trzeba.

      I nie lubię, gdy ktoś to zmuszanie odbiera jako atak albo mówi, że przecież nie o zmuszanie się w szczęściu chodzi.

      Dzięki, że o tym wspomniałaś 🙂

      • znam to z autopsji. kiedy mi źle mam ochotę robić tylko to, co jeszcze bardziej mnie pogrąża. wiem, że trzeba się wtedy przemóc i zmusić. nie ma rady.

        • Izabela Kornet

          Zatem przybijam wirtualną piątkę. Też tak czasami mam!

  • Niestety tak jest, że dużo łatwiej nam myśleć o złych rzeczach, wpadać w frustrację i ciągnąć ją przez cały dzień albo cały tydzień. Dzień zależy od nas – to jak go zaczniemy i jak poprowadzimy. Szkoda mi czasu na narzekanie (choć czasami też mu się poddaje), staram się kierować swoimi myślami tak, aby leciały w dobrą stronę. Bez względu na korki na drodze, rozlane mleko czy dziurę w sukience.

    • Izabela Kornet

      Oj tak, to prawda – łatwiej nam się zamartwiać. Zupełnie jak łatwiej zjeść fast food i robić wszystko po łebkach 🙂 „Szkoda czasu na narzekanie” – otóż to. Możemy kontrolować swoje myśli w miarę naszej świadomości, zatem nie marnujmy czasu na myśli destrukcyjne i toksyczne. Miło jest myśleć miło 🙂

  • Dla mnie myśl, że jestem przyczyną mojego opłakanego stanu emocjonalnego, nie jest szczególnie uwalniająca, prowadzi do tego jeszcze do poczucia winy. Znacznie lepiej działa po prostu zaprzestanie grzebania się w tym, poszukiwania przyczyn, analizowania i w ogóle świdrowania umysłem tej sytuacji. Właśnie tak rozumiem, żeby przestać kopać: przeznaczyć uwagę na coś bardziej budującego. W końcu wszystko mija, zostaje tylko świadomość 🙂

    • Izabela Kornet

      Myślę, że każdy ma swój złoty środek. Dla mnie jest uwalniająca, bo dzięki temu przestaje obwiniać innych. To bardzo podobne do oczekiwań – prosta droga do bycia wściekłym na świat, że nie jest tak, jak sobie życzymy.

      Uświadomienie sobie, że to ja kopię ten dołek jest tylko i aż myślą. Po prostu i zwyczajnie. Tego się nie rozgrzebuje, a później jest jak mówisz – po prostu przestaje się grzebać i idzie do przodu 🙂

  • Natalia K.

    W takich dołach znajdują się też osoby chore na depresję. Im taki tekst niczego niestety nie uświadomi, bez pomocy psychoterapeuty nie będą w stanie wygrzebać się z tego dołka, mając świadomość, że stale go pogłębiają. Ten problem dotyka coraz większą ilość osób. Czy chcemy dorównywać innym, być tak dobrzy jak inni, zamiast być sobą w najlepszej postaci?

    • Izabela Kornet

      @nataliakuchno:disqus świetnie, że mówisz tu o depresji.

      Nie jestem psychologiem ani nie mam odpowiednich uprawnień do udzielania porad/wspierania, zatem unikam tematu depresji. Nie znam jej podłoża, przebiegu ani sposobów leczenia.

      Niemniej jednak temat jest ważny, bo tak jak wspominasz – na depresję choruje coraz więcej ludzi. I ten tekst nie ma wtedy nic do rzeczy.

      Pytanie, które zadałaś na końcu powinno sobie zadać wiele osób. Ja znam na nie odpowiedź, Ty jak sądzę też. Myślę, że trochę moją misją jest to, by właśnie uświadamiać moich Czytelników i Obserwatorów, by zwracali na siebie uwagę 🙂

      Dzięki za uzupełnienie treści!

  • Klaudia Kałążna

    Bardzo ważne wątki, z których najbardziej wybijają się dla mnie dwa: unikanie czarnowidztwa i narzekactwa, tzw. „siedzenie w swojej głowie”, próbowanie podejmowanie działań poza sferą swojego realnego wpływu oraz zadbanie o wszystkie cztery potrzeby człowieka: o głowę, czyli nasz umysł, o ciało, o sprawy duchowe i o nasze emocje. W codziennym zabieganiu pomijamy co najmniej jedną z nich i kończy się to potem wypaleniem, dołem, przemęczeniem… Wartościowy post!

    • Izabela Kornet

      Dziękuję, bardzo mi miło.

      Podoba mi się, jak ujęłaś próbę „podejmowania działań poza sferą swojego realnego wpływu”. W punkt! Lepiej bym tego nie napisała 🙂

  • Marek Pieńkos

    Zastanawia mnie jak o dół można się potknąć? Ale post bardzo życiowy. Najgorsze jest to, że szczęście to są takie małe kropelki, których momentami w ogóle nie czujemy, zaś kłopoty/problemy to takie wiadro zimnej wody które od razu czujemy i studzi nasz zapał. Ale im więcej tych małych kropelek będziemy szukać w ciągu dnia tym prędzej zapełnimy nimi wiadro szczęścia, a tym samym zostanie mniej miejsca na lodowatą wodę;)

    Pozdrawiam ciepło 🙂

    • Izabela Kornet

      Nie no, o dziurę można się potknąć – tak fizycznie, prawda? 😀 Nie raz mi się to zdarzyło! Tak dosłownie i tak metaforycznie – zupełnie jak z wiadrem kropelek szczęścia 🙂

      Fajnie to opisałeś. Jutro zatem będę zbierać kolejne wiadro szczęśliwych kropelek 😉