Kosmetyki do pielęgnacji twarzy i makijażu, które dają pewny efekt

Ciężko jest określić znaczenie kosmetyków w moim życiu, ale z której strony by nie patrzeć – są elementem mojej codzienności. Nie są sprawą życia i śmierci, ale kocham je jako rytuały. Rytuały każdego poranka, rytuały powrotu do domu, rytuały przed zaśnięciem, rytuały dla zachowania równowagi. Jest kilka z nich, bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy, ale też codziennego, lekkiego makijażu. Lekkość, subtelność i skuteczność to coś, co łączy je wszystkie. Dlaczego? Odpowiedzi znajdziecie poniżej.

WODA RÓŻANA
Tonik różany, woda różana, hydrolat różany – jakby jej nie nazwać, jest najlepszym tonikiem, jaki mogłabym sobie wymarzyć. Najskuteczniejsza zawsze wtedy, gdy jej skład jest najprostszy i gdy bazę stanowi właśnie woda różana, a nie inne substancje, które czasami trudno sklasyfikować jako pomocne w pielęgnacji. Aktualnie używam różany tonik do twarzy Magic Rose od Evree, ale bardzo lubię też wodę różaną od Make Me Bio lub zwyczajną, naturalną wodę różaną w czystej postaci. Tonik jest produktem, który używam minimum 2 razy dziennie – zawsze rano i wieczorem, czasami dodatkowo w ciągu dnia. Dzięki temu nawykowi moja skóra jest promienna i przede wszystkim – ma wyrównany koloryt, o co ciężko, gdy ma się skórę skłonną do trądziku. Jest numerem jeden w mojej pielęgnacji – o nim nie zapominam nigdy. 

LEKKI KREM DO TWARZY
Szukanie idealnego kremu do twarzy trwało u mnie długo, bo odkąd zaczęłam dbać o cerę – czyli od lat nastoletnich – aż do listopada 2016! Można powiedzieć więc, że minęło 10 lat zanim zaczęłam bez obaw kremować skórę twarzy. Widziałam, że moja cera potrzebuje nawilżenia, bo zwyczajnie była wysuszona – miejscami nawet się łuszczyła. Ratowałam ją więc na wiele sposobów, ale niestety nakładanie kremu kończyło się zatkanymi porami, a później okropnym trądzikiem. Rok temu przy okazji Spotkania Świadomych Blogerek w Bydgoszczy miałam okazję przetestować Vichy Aqualia Thermal Serum, które okazało się kosmetykiem idealnym dla mnie. Byłam zaskoczona, bo nigdy wcześniej nie zaglądałam na półkę Vichy, więc to doświadczenie pozwoliło mi się otworzyć na wszystkie marki – i te nowe, i te ponadczasowe, i te z ekologicznym certyfikatem, ale także te bez niego. Bez dobrego kremu nawilżającego nie ma pielęgnacji, ale wiem już, kiedy moja skóra potrzebuje go najbardziej. Najczęściej używam go w formie kuracji kilkudniowej lub wtedy, kiedy codziennie robię makijaż.  Zmywanie z twarzy kosmetyków kolorowych za pomocą płynu micelarnego czy pianki do mycia twarzy powoduje u mnie niewielkie podrażnienia i po tygodniu, w którym każdego dnia miałam makijaż – moja skóra potrzebuje porządnej dawki dobra. Bezapelacyjnie od roku jest to Vichy Aqualia Thermal Serum.

SERUM POD OCZY
Niewątpliwie jest to produkt z serii „uratuj mnie tu i teraz”. Nie jest niezbędny, ale bywa niezastąpiony w wielu sytuacjach. Od 3 tygodni używam Oxygen Detox od Mincer i wyraźnie widać efekty stosowania – skóra pod oczami nie jest zmęczona ani zszarzała. Jest to produkt na tyle niezawodny, że możesz stosować go systematycznie i oczekiwać efektów, ale możesz też użyć go w kryzysowych dniach, kiedy z jakiegoś powodu jesteś zmęczona – i po jednorazowym zastosowaniu też cię nie zawiedzie. Takie serum pod oczy jest jednym z elementów rytuału, kiedy nie tylko dbasz o cerę poprzez nakładanie kosmetyków, ale dodatkowo sprawiasz sobie relaks masując delikatne okolice oczu. Choć jest nowością, zdecydowanie stanie się stałym elementem kosmetyczki.

BAZA POD MAKIJAŻ
Jako, że nie jestem makijażystką ani tym bardziej mistrzem w makijażu – stawiam na bazę, która chroni mnie przed wysuszeniem skóry i zapewnia dodatkowy efekt rozświetlenia. Dzięki temu już na starcie jestem zadowolona – moja skóra promienieje, a po nałożeniu kremu BB/CC nie łuszczy się. Ukochałam sobie bazę perłową od Bielendy i choć nijak spełnia ona zapewnienia producenta, to spełnia moje oczekiwania wobec bazy. Makijażu bez bazy nie robię od dawna, więc chcąc nie chcąc – jest niezastąpiona. Nigdy o niej nie zapominam.

KREM CC
Jak na amatorkę przystało – krem CC najważniejszym elementem makijażu. Miałam ich kilka – po specjalistyczne, przez tanie i drogie, po najzwyklejsze i najczęściej używane kremy BB lub CC przez Polki. Miałam okres, że korzystałam z kilku na raz, bo nie potrafiłam zdecydować, w którym wyglądam najlepiej i najbardziej naturalnie. Moim celem jest podkreślenie swojej urody – małe podrasowanie tego, co dobrego w sobie mam, więc makijaż dla mnie stanowi właśnie baza, krem CC, korektor, puder i tusz do rzęs. Najlepiej czuję się w kremie CC Super Perfector 10in1 od Bielendy. Nie zmienia mnie z brzyduli w miss świata, ale nie tego szukam. Jest mi w nim zwyczajnie dobrze, nie sprawia wrażenia pomarańczowej cery, nie zatyka porów i jest bezproblemowy w codziennym użytkowaniu. Król wśród kremów BB/CC. 

KOREKTOR UNIWERSALNY
Uniwersalny dla mnie oznacza: pod oczy i na wszelkie niedoskonałości. Na wszystko. Nigdy się nie kończący, niezastąpiony i w wyeksploatowanym opakowaniu – korektor w płynie od Eveline. Nie tworzy skorupy na niedoskonałościach, kryje co ma zakryć i jest bezproblemowy, szybki w użyciu. Nie ma nic, do czego mogłabym się przyczepić, oprócz tego, że nie pamiętam jego konkretnej nazwy lub serii, bym jednak mogła kupić kolejne opakowanie. Kiedyś nadejdzie ten moment, że się skończy. Wiem tylko, że jest od Eveline (tyle pamiętam) i w kolorze light. W porównaniu z innymi korektorami, które mam – jest najlżejszy i najmniej widoczny (a jednak skuteczny), więc używam tylko tego.

PUDER RYŻOWY
Kocham go najmocniej ze wszystkich pudrów, jakie kiedykolwiek miałam na swojej twarzy. Jest transparentny, świetnie matuje i utrwala makijaż. Jedyne, czego w nim nie cierpię to opakowania. Ciężko nad nim zapanować, dlatego zawsze mam z nim problem w podróży. Pakuję go w chusteczkę higieniczną, a później w woreczek, żeby wszystko w kosmetyczce nie było zapudrowane. Puder z Ecocery jest jednak rewelacyjnym produktem i powiedzmy sobie szczerze, że słabe opakowanie zwyczajnie nie stanowi problemu. 

PRIMER/PODKŁAD DO RZĘS
Mogę powiedzieć z dumą, że akurat rzęsy mam zachwycające. Wystarczy jeden ruch szczoteczką, by były ładne, zgrabne i powabne. Kocham je z całego serca i są moim punktem zwrotnym w makijażu. Dlatego pod tusz używam dodającego objętości podkładu Volumizing Primer od RevitaLash. Zdaniem producenta primer dodatkowo odżywia i chroni rzęsy, ale powiedzmy sobie szczerze – jest naprawdę efektowny. Ma niebieski kolor, dzięki któremu (ponownie wg producenta, ale to akurat potwierdzam też ja) oczy wyglądają na większe i bardziej błyszczące. Ma też wzmacniać tusz, ale mam wrażenie, że jakiej maskary bym nie użyła – to primer robi całą robotę. RevitaLash to profesjonalna marka, która naprawdę ma się czym chwalić.

TUSZ DO RZĘS
Poniekąd niezbędny, ponieważ lubię delikatnie podkreślać to, czym mogę się pochwalić. Wzmacniający tusz do rzęs Belcils z witaminą E to jedyny, z którego byłam dotychczas zadowolona. Pomijam tusz do rzęs od Heleny Rubinstein, który czasami pożyczam od mamy – są na równi z Belcils. Zwyczajnie nie skleja rzęs, a wręcz przeciwnie – dokładnie je rozczesuje i wydłuża każdą z osobna. Nie wiem, na ile funkcja pielęgnacyjna sprawdza się u mnie, ponieważ nijak mogę ją zmierzyć, ale skoro nie niszczy moich rzęs (nie wypadają, nie robią się słabsze, nie tracą intensywnego koloru) to mam nadzieję, że jest najlepszą odpowiedzią na moje obecne potrzeby.

BŁYSZCZYK DO UST
Paese Holiday Dreams to mój numer jeden do ust – na pewno w kwestii częstości używania. Trwały, delikatny kolor, który po prostu zawsze się sprawdza. Mam ochotę na więcej – stawiam na intensywne kolory od Hean, najczęściej purple land 04. Chcę delikatnego różu na oficjalne spotkanie – stawiam na szminkę od velvet matte Golden Rose. Raz na jakiś czas i zwykle na wyjątkowe okazje używam czerwieni – tu w zależności od samopoczucia i wydarzenia, matowa poppy love od Avon lub delikatnie błyszcząca My Pink-Instinct od Catrice. Nie zawsze maluję usta i zdecydowanie częściej robię to w chłodniejszych porach roku. Zawsze jednak o nie dbam, peelingując i używając szminek ochronnych systematycznie.

Czego zabrakło w tym zestawieniu? Jakie są inne kosmetyki, bez których nie wyobrażacie sobie pielęgnacji twarzy lub makijażu i dlaczego? Uświadomiłam sobie, że nie napisałam nic o szminkach ochronnych i balsamach do ust, a to produkty, które są przy mnie zawsze – zupełnie jak chusteczki higieniczne i telefon! Zwłaszcza zimą 🙂

Ślę świąteczne ciepło wprost z pełnej ciepła sypialni,