Ile w życiu zmienia szczeniak? O tym, czego nauczyły nas ostatnie 4 tygodnie

Bless. Blessy. Jej imię mówi o tym, jak wiele dla nas znaczy. Wiedzieliśmy, że dużo zmieni w naszym życiu, choć mieliśmy na myśli nieco inny wymiar zmian niż przeorganizowanie przestrzeni. Miała być nowym, lepszym etapem. Jest. Jest cudowniejsza, niż mogliśmy sobie wymarzyć i choć darzymy ją ogromną miłością – nie raz opadają nam szczęki, ręce i cycki! Jest iskierką rozświetlającą codzienność i iskierką rozpoczynającą pożar roku! I właśnie dzięki temu wystarczyły tylko 4 tygodnie, by dwoje dorosłych ludzi wprowadziło konkretne zmiany w swoim dotychczasowym (jakże wygodnickim!) życiu.

SPACERY

Mówisz – masz. Systematyczne, codzienne, długie, krótkie, szybkie, spokojne. Jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda moje prawdziwe życie to spotkajmy się rano. Będę z psem, z czerwonymi spodniami od piżamy włożonymi w kalosze, w różowej kurtce i będzie chciało mi się siku. Bo poranne siku szczeniaka jest ważniejsze niż moje. Na szczęście pozostałe spacery są radością codzienności, bo wspólnie zwiedzamy przepiękne zakamarki Borów Tucholskich, spotykamy jenoty na żywo i spędzamy czas na świeżym powietrzu niezależnie od pogody. To niewątpliwie coś, co poprawia nam nastrój i kondycję, a przy okazji jesteśmy po prostu razem, mamy okazję do nauki i zabawy. Dla mnie taki 30-60 minutowy spacer w ciągu dnia jest świetną przerwą w pracy, podczas której naprawdę odpoczywa umysł.

DUŻO MIŁOŚCI

I innych zwyczajnie ludzkich uczuć czy emocji, o których czasami zapomina się w codzienności. Zdecydowanie częściej się rozczulamy, dostrzegamy drobiazgi, śmiejemy się i jesteśmy wdzięczni. Miłość to myśli, że jest się w dobrym miejscu tu i teraz. Miłość to wymienianie się obowiązkami i realizowanie ich. Miłość to wspólne decydowanie. Miłość to jej oczy chcące się bawić i liczące na nasze zaangażowanie. Miłość to wywąchane po kieszeniach przysmaki. Miłość to świadome dbanie o komfort psychofizyczny. Miłość to ten moment, w którym potrafisz ją dostrzec.

POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI

Zapisujesz się do weterynarza, jedziesz w sobotę na szczepienie i czekasz w kolejce, zamiast spać do popołudnia. Zamawiasz karmę, kupujesz zabawki, opłacasz inne niezbędne wydatki związane z psem zamiast nowej sukienki. Wstajesz o piątej rano i cały w skowronkach biegniesz na spacer. Wychodzisz na dwór co godzinę. Słuchasz, dlaczego tak szybko oddycha i sprawdzasz, czy robi zdrową kupkę. Zabierasz wszędzie ze sobą, bo dbasz o prawidłowy rozwój i socjalizację. Robiąc to wszystko myślisz o tym, że troszczysz się o swojego najlepszego przyjaciela, który nie opuści cię na krok przez kilkanaście najbliższych lat. Po prostu chcesz mu to wszystko dać.

NERWODRZEMKI I NERWOCZKAWKI

Zależy co, u kogo i z jakiego powodu 🙂 My mamy ochotę na nerwodrzemkę, gdy Bless wpada w szczenięcy szał i zjada coś, co nie należy do nas. Ona dostaje nerwoczkawki, gdy w wielkim stresie uda jej się podkraść coś do jedzenia od starszych psów lub kotów. Podczas, gdy ona nie ma więcej powodów do nerwoczkawki, my mamy kilka innych do zapadnięcia w nerwodrzemkę: obgryzione ściany w salonie i kuchni, odgryziona tasiemka od sofy, zjedzone liście kwiatów, próba wylizania kontaktów, próba połknięcia łyżeczki od ciasta, kopanie dziury w łóżku, dobieranie się do suwnic od rolet w sypialni… i jeszcze kilka innych, wyjątkowych smaczków.

PORZĄDEK

Gdy pies zbiera Ci wszystko z podłogi i wpuszcza od razu do żołądka, zarządzasz odkładanie rzeczy na miejsce. Co więcej – zarządzasz, by ich miejsce znalazło się minimum metr od podłogi. A podłoga żyje swoim życiem, więc latasz na mopie 7 dni w tygodniu. Efekt jest taki, że przez ostatni miesiąc umyłam podłogę więcej razy niż przez ostatnie 2 lata mieszkania w nowym domu! Żebyś jednak nie miała poczucia, że coś jest niedokładnie umyte, odkurzone czy wyczyszczone, pies z przyjemnością pomoże. Wyszarpie miotłę, obszczeka mopa, wyliże zaparowane okna balkonowe. Jak dobrze, że go masz!

POCZUCIE SPEŁNIENIA SIĘ

Choć Blessy jest nieplanowanym dzieckiem to dała nam naprawdę dużo radości. Stała się członkiem rodziny, więc od miesiąca spędzamy razem poranki, razem siedzimy w biurze, razem jeździmy autem i razem chodzimy na spacery. Trochę wtopiła się w nasz styl życia, a trochę my musieliśmy dostosować się do niej. Jest w porządku. Mamy wspólne plany i mamy też wielką nadzieję, że wkrótce o nich usłyszycie 🙂

RUTYNA

Pobudka, spacer z Bless, śniadanie Bless. Jeden dłuższy spacer w ciągu dnia i 100 krótkich. Zabawa, przekupstwo, próby szkolenia, zajęcia, siedzenie razem z biurze, wciąganie jej na łóżko w ciągu nocy. Z jednej strony można śmiało powiedzieć, że zrujnowała nasz dotychczasowy spokój, a z drugiej – że uporządkowała naszą codzienność i wprowadziła w nią zdrowie i radość.

CIERPLIWOŚĆ

Czy naprawdę muszę coś o tym mówić? Czy kiedy zamykam drzwi od łazienki i biorę prysznic, a ona wyje pod drzwiami, a ja jej otwieram drzwi, a ona wchodzi mi pod prysznic i wylizuje pianę ze ścian to czy to wymaga cierpliwości? Czy to wymaga cierpliwości, żeby wynieść ją spod prysznica, swoje ciało narażać na ciarki, wynieść psa za drzwi, ale drzwi nie zamykać? I czekać, aż będzie pierwszy szczek, znieść ile jest się w stanie znieść, a później powtórzyć czynności? I w końcu nie umyć włosów, bo jest już tak zimno od tej przerywanej kąpieli, że jedne czego się chce, to zmusić tego szczeniaka do leżenia razem w łóżku, bo ktoś musi Cię po tym wszystkim rozgrzać? Czy ja zwariowałam?

Pierwszy dzień z nią był wspaniały, pierwszy tydzień żałowaliśmy, kolejny był wyrzutem sumienia, że się żałowało, a teraz jesteśmy już u siebie 😉 Uczymy się, poznajemy środowisko, a przyszły weekend spędzamy wspólnie najpierw w Olsztynie, a później we Włocławku. Za zdjęcia ze spaceru po Bydgoszczy dziękujemy Madzi ze Studio Ninutki. A Wy, jeśli macie swoje szczenięce przeżycia – opowiedzcie o nich w komentarzach i dodajcie otuchy!

Przesyłamy rozgrzewające buziaki na te minusowe temperatury,

P.S. Wpis powstał po rozmowie z H. To nasze wspólne spostrzeżenia dotyczące życia ze szczeniakiem.

P.P.S. Tak na poważnie to prawdopodobnie nigdy nie spotkamy się z rana na spacerze i nie zobaczycie mnie w tych kaloszach, bo mieszkamy na zadupiu 😉

  • Cudo… moja już staRuszka, ale dopisałabym obgryzione kostki (moje własne osobiste) i koty przemieszczające się po stołach i parapetach 🙂