Kiedy Notes Wilczycy się kończy, jej Ścieżka dopiero się zaczyna…

Mam ogromną nadzieję, że znacie Olę Radomską. Nasze drogi zeszły się zupełnie przypadkiem. Ja szukałam prelegentek na II edycję Spotkania Świadomych Blogerek. Ola – wypełniła ankietę zgłaszając swoje zainteresowanie. Ja – wybrałam ją spośród wielu zgłoszeń, choć wtedy dopiero zaczynała. Ola – zgodziła się na wystąpienie po naszej wstępnej rozmowie. A później już tylko obserwowałam jak rozwija skrzydła… i byłam dumna, że będzie wśród prelegentek mojej konferencji dla kobiet. Właśnie takie wartości chciałam im przekazać.

Zostałam dumną Patronką Notesu Wilczycy – zaraz obok Agnes on the cloud, Wszystkiego kreatywnego! (swoją drogą – Paulina była prelegentką na pierwszej edycji SŚB), Messy Head (uwielbiam handmade’owe wyroby Gogi!), Akademii Wewnętrznego Dziecka oraz Make My WonderlandOtrzymałam przedpremierowy egzemplarz, z którego niezwłocznie mogłam zacząć korzystać. Niestety początek roku był u mnie pełen smutku. Zachorowałam, nie pracowałam, a na koniec trafiłam na stół u chirurgów i onkologów. Okazało się, że właśnie po tym potrzebowałam Notesu Wilczycy bardziej, niż przypuszczałam w grudniu. Obejrzałam go, przeczytałam w całości bez wykonywania zadań, a później wróciłam do początku. Wtedy zaczęłam działać i zobaczyłam, ile spraw zostało rzuconych w niepamięć z nadzieją, że same się rozwiążą. Tak się oczywiście nie stało.

Zaczęłam pracować nad sobą. Obok codziennych nawyków picia ziół, podlewania roślin, spacerów i brania leków dopisałam: Notes Wilczycy. Odhaczałam codziennie przepracowaną datę. Przeznaczyłam osobny zeszyt na zapisywanie wniosków, wyników ćwiczeń, wykonywania zadań i układania własnych myśli. Nie zapisywałam ich w Notesie Wilczycy (choć jest taka możliwość) – po pierwsze dlatego, że od początku wiedziałam, że będę do niego wracać minimum raz w roku, a po drugie – chcę go pożyczyć niejednej kobiecie. Chciałam, żeby był narzędziem – jedną z dobrych książek, które krążą wśród kobiet i często wracają. Choć Notes Wilczycy podzielony jest na tygodnie, wykonywałam go swoim tempem. Po części dlatego, że pracuję już z niektórymi technikami (np. oczyszczanie głowy i przestrzeni), a po części z powodu prawdy – niektóre efekty pracy były kwestiami wymagającymi akceptacji. A akceptacja wymaga czasu.

Ulubionymi ćwiczeniami okazały się dla mnie koło życia oraz marzyciel-realista-krytyk. Koło życia jest świetną wizualizacją: rzeczywistość kontra oczekiwania. Niektóre sfery mojego życia, w skali od 1 do 10, osiągały skrajne wyniki. To ćwiczenie, które idealnie ukazuje nasz etap w życiu. Mój jeszcze niedawno mówił „przetrwaj i myśl tylko o zdrowiu”, a teraz jest już na etapie „powrotu do równowagi”. Lubię pobudzać wszystkie zmysły – w ten sposób lepiej przyswajam wiedzę, efektywnej pracuję, skuteczniej wprowadzam zmiany. Koło życia daje możliwość sprawdzenia, co już zostało wypracowane, co jest na etapie tworzenia i o co planujemy zadbać w przyszłości.

Marzyciel… jest mną. Zdecydowanie. Wiem, jak ma wyglądać efekt końcowy i czego pragnę. Nie przestaję marzyć, choć wzajemnie trzymamy się za dłonie z Realistą. Dzięki temu działam etapowo, ale jednak niczego, co dla mnie ważne, nie odkładam na wieczne „kiedyś”. Krytyk chodzi za mną jak cień, krąży w kółko, czasem nie daje zasnąć. Czasem długo go nie ma, a czasem pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Wcześniej myślałam o nich jako osobnych jednostkach – dzięki Oli pokochałam ich w paczce. Zestawienie marzyciela-realisty-krytyka daje mi najlepszy ogląd na sytuację, co jest szczególnie kojące przy rozwiązywaniu spraw prywatnych, a więc pełnych emocji. To element pracy, który wdrożyłam już na stałe.

Notes Wilczycy trafił do domowej biblioteczki w kategorię rozwoju i kobiecości. Zeszyt, w którym zapisywałam ćwiczenia i rozwiązania, nadal leży na biurku i korzystanie z niego dopiero nabiera kolorów. Wszystkie zadania w Notesie Wilczycy przerobiłam. Zakończyłam pracę, ale moja Ścieżka Wilczycy dopiero się zaczyna i właśnie stawiam na niej pierwszy krok…

Nie żałuję. Jestem wdzięczna. Sobie i Oli. Ty też byś była. Daj sobie to, co najlepsze. Ślę wspierające uściski tym z Was, które ich teraz potrzebują.

  • Muszę się szczerze przyznać, że nie miałam pojęcia o tym Notesie. Aktualnie korzystam z dziennika Coachingowego Kamili Rowińskiej ale być może jak skończę skorzystam jeszcze z Twojego polecenia 🙂

    • Izabela Kornet

      O widzisz 🙂 Ja nie korzystałam z dziennika Kamili, ale byłam raz na jej warsztatach i bardzo ją wtedy polubiłam 🙂

      • Byłaś na warsztatach ? Uważasz że to jest dobra inwestycja na przyszłość ? Ja rozważam taką opcję w przyszłości ale chciałam poznać opinię innych osób, które realnie na nich były.

        • Izabela Kornet

          Ja byłam, ale na takich krótkich – to były chyba 2 godziny. Kamila Rowińska była prelegentką na BabaFest w Olsztynie, a ja wtedy prowadziłam tam warsztaty z kosmetyków naturalnych 🙂 Miałam czas wcześniej i byłam na jej spotkaniu. Podobało mi się 😉 Mam wciąż jedno zdanie w głowie, które wtedy powiedziała i ono wiele zmieniło 🙂