Czy klienci moich klientów czytają mojego bloga?

Temat klientów moich klientów już dawno chodził mi po głowie. Publikując wpisy w social mediach i na blogu niejednokrotnie myślałam o tym, czy docierają one do klientów moich klientów. Poniekąd jest to zabawne, ale prawda jest taka, że oprócz pracy z osobą, która mi ją zleca, pracuję z wieloma ludźmi będącymi klientami tejże firmy. Podczas jednej z setek rozmów tłumaczyłam pewnemu panu sposób podpisywania umowy z agencją migracyjną, dla której pracuję zdalnie. Z racji tego, że wiele osób spienięża cały swój dotychczasowy dobytek i inwestuje w wyjazd do Australii, jasne są dla mnie wątpliwości przed podjęciem ostatecznej decyzji oraz obawy o finanse. Wyjaśniłam więc, że jeśli podpisanie umowy online i opłacenie faktury bez spotkania się pozostaje dla niego zbyt ryzykowne, w grę wchodzi opcja wysłania umowy kurierem lub osobista rozmowa w jednym z większych miast w Polsce. Usłyszałam na to…

„Pani Izabelo, ja znam Panią dokładnie z internetu! Nie wydaje mi się, żeby osoba o takich wartościach miała uciekać z pieniędzmi. A nawet jeśli – szybko byśmy Panią znaleźli! Ma Pani dużo dobrych znajomych!”

BIZNES

Oprócz świadczenia usług (czyli pracy zarobkowej) pracuję dużo nad wieloma autorskimi projektami. Ich kulisy pokazuję w swoich social mediach (Facebook, Instagram) oraz na blogu. Są to działania związane z organizacją konferencji, działaniami PR-owymi, ale także związane z branżą ogrodniczą czy zwierzęcą. Buduję marki, na których jeszcze nie zarabiam, ale które zaowocują w przyszłości. Zupełnie tak, jak było wcześniej ze świadczeniem usług zdalnych – gdy zaczynałam nie miałam ani jednego klienta, teraz ta praca jest moim głównym źródłem utrzymania. Daję się więc poznać poprzez pokazywanie elementów tworzących mój biznes. Pozwalam też poznać siebie jako osobę funkcjonującą we własnej firmie. Dzięki temu nawiązuje relacje z klientami (nie tylko swoimi), buduję zaufanie i pozwalam się ze sobą utożsamić.

ŻYCIE PRYWATNE

Chcę tego czy nie, każdy buduje sobie obraz tego, jak wygląda moje życie prywatne. Blog i wszystkie social media są pełne „moich” zdjęć. Dosłownie oznacza to, że można dostrzec: w co się najczęściej ubieram, jakiego mam psa, jaki mam kolor ściany w sypialni, jakie książki czytam, co studiuję, jak organizuję sobie dzień i jakie wartości w życiu cenię. Mam tego świadomość i – wbrew pozorom – dokładnie znam swoje granice. To wszystko niweluje pierwszą barierę w relacjach i sprawia, że wiele osób ma wrażenie, że zna mnie osobiście. Niejednokrotnie zdarzyły mi się współprace na blogu, które oprócz podłoża marketingowego miały też powody prywatne i osoby odpowiedzialne za kontakt ze mną wcale tego nie kryły. Przy organizacji konferencji dostałam kiedyś wiadomość: „Pani Izabelo, właściciele marki bardzo kochają konie i gdy powiedziałam im, że fundusze z aukcji charytatywnej zostanę przekazane na Fundację Tara – Schronisko dla koni, od razu zdecydowali, że się zaangażują.” 🙂 Co ciekawe – takich sytuacji, w których ktoś docenia wartości, o jakich mówię głośno, jest coraz więcej. Bo tak naprawdę przemycam w biznesie to, co sama cenię sobie w życiu prywatnym.

WNIOSKI

Za każdym razem z takich sytuacji wyciągam wnioski i zależy mi na tym, by się nimi z Wami podzielić. To rozmowy, które dają do myślenia – nie tylko dlatego, że mogłabym sobie klaskać za dobrze wykonaną pracę.

Warto budować zaufanie i robić to świadomie. Wiem, co i dlaczego publikuję i w głowie zawsze mam cel. Moim celem jest budowanie relacji i łączenie ludzi. Dzięki temu powstają wielkie rzeczy. Wiem, bo sama w nich uczestniczę.

Warto nie bać się swoich wartości. Przestałam już zastanawiać się co komu się podoba i robię swoje. Mam zasady, których nie łamię. Mam wartości, wedle których żyję i pracuję. Mam ludzi, za których oddałabym wiele (i w życiu prywatnym, i w biznesie). Mam też ludzi, z którymi nie chcę już nigdy więcej pracować. Szanuję swoje ciało i swojego ducha. Nie przekładam pieniędzy ani wartości kontaktów ponad swój komfort psychofizyczny. Dzięki temu jestem bogatsza – w jakimkolwiek tego słowa znaczeniu.

Pozwalam poznać się prywatnie, ale mam jasne granice. Nie pozwalam sobie na pogaduszki z klientami (moich klientów), ale zawsze dziękuję, gdy pochwalą mnie za moją działalność. Pokazuję co czytam i co jem, ale nigdy nie piszę, gdzie mieszkam. Jak widać, ktoś może mnie bacznie obserwować.

Warto budować więzi poprzez social media i blog. Wiele osób zna moje wartości i mając ogromny wybór spośród oferowanych usług zdalnych, może świadomie zdecydować z kim wolałby pracować. Z wieloma osobami (klientami moich klientów) mamy ciągły kontakt (z racji dopełniania informacji czy dokumentów), więc mamy czas „się poznać” i zrozumieć, jak pracujemy. Poznajemy się też w różnych sytuacjach (rozmawiam przez telefon jeszcze o 7:00 rano, gdy jestem w domu, rozmawiam o 15:00 w samochodzie, gdy wracam z miasta, czasami awaryjnie odbieram telefony, gdy jestem na zakupach lub po 22:00, gdy komuś zachorowało dziecko) i bywa, że możemy sobie przybić piątkę, np. gdy chcesz normalnie rozmawiać, a pies szczeka Ci pod drzwiami domowego biura… 🙂 To wszystko pozwala na utożsamienie się i nawiązanie trwałych relacji.

Mam nadzieję, że spędzacie / spędziliście majówkę tak jak chcecie 🙂 Dla mnie te „wolne dni” były idealnym czasem na pracę w nieograniczonym limicie czasowym, na przygotowanie notatek do pierwszych zaliczeń na studiach, ale też na projekty, na które było potrzeba całego dnia – np. na sesję zdjęciową i videonagrania przy współpracy z Pałacem Hanza w Rulewie oraz fotografką Martą Wiśniewską i makijażystką Katarzyną Brzezińską.

Ślę dużo mocy na spędzenie weekendu na pełnych obrotach,

P.S. Do zdjęć nr 2 i 4 (od góry) wizaż przygotowała Le Cafe Noir Makeup – Katarzyna Brzezińska, a wszystkie zdjęcia w tym wpisie są autorstwa Lady Amarena Photography – Marta Wiśniewska.