Sprawy, które uczyniły mnie silniejszą

To w zasadzie taki obrazek z każdego poranka. Budzisz się, podnosisz z łóżka. Ogarniasz, ile możesz lub to, co zaplanowałaś. Ostatnie posunięcie błyszczykiem po ustach i zatrzaśnięcie drzwi. Wychodzisz z domu zostawiając wszystko za sobą. Czy na pewno?

Nie wiem, ale ja nie zostawiam siebie za żadnymi drzwiami. Pracy nie zostawiam w biurze, życia prywatnego nie zostawiam w domu, a studiów na uniwersytecie. To, że mówię o pracy nawet przed snem nie oznacza, że niszczę sobie życie prywatne. Hubert jest świetnym kompanem do generowania nowych pomysłów. Jest też osobą na tyle mi bliską, że jego decyzje mają wpływ na moje. Zdarza się więc, że zamiast być na wykładach na uniwersytecie jestem z nim nad morzem. A jestem nad morzem, bo w kilka miesięcy temu stałam nago w łazience, spływały po mnie krople wody, było mi zimno i bałam się, że zostawię go i Blessy samych. Po niezliczonych godzinach spędzonych na onkologii decyduję, że wyjazd nad morze jest ważniejszy niż 100% frekwencja na uczelni. Dla mnie na pewno. I nie tylko moje guzy miały na to wpływ.

TATO… KTÓRY MNIE NIE POZNAŁ

Nie widział jak idę do podstawówki, jak zmieniam szkołę, jak wybieram studia. Nie znał Huberta, którego ja znam od podstawówki. Nie poznał swojej żony w roli matki radzącej sobie z nastolatką lepiej niż ktokolwiek. Nie poznał mojej mamy jako kobiety, która tworzy dom ucząc akceptacji i wolności wyboru. Nie poznał jej jako ogrodniczki, która znika nam na całe lato na swoim kawałku ziemi. Zmarł, gdy miał 24 lata i pamiętam go jako młodego, energicznego, uśmiechniętego mężczyznę. Miałam 4,5 roku.

CO Z TEGO?

Ciężko powiedzieć jak wpływa na mnie brak taty, bo go nie miałam. Mogę jednak śmiało stwierdzić, że da się tak żyć. Po prostu. Na co dzień wstajesz, wychodzisz, zamykasz za sobą te drzwi, idziesz do pracy, zjadasz obiady, chodzić spać. Nie masz za czym tęsknić. Są jednak dni, w których zastanawiasz się, jak by było. Jakim byłabyś człowiekiem, gdyby on żył? Czego by Cię nauczył? Co pokazał? Jakie miałby wartości? Czy byłby taki, jakim wszyscy go pamiętają? Jego życie nauczyło mnie ostrożności. Jego życie naciska hamulec w moim samochodzie. Jego życie mówi, żeby nie czekać z tym, co ważne. Jego życie w mojej mamie mówi, że nic gorszego stać się już nie może, a mimo tego możemy być szczęśliwe.

OPIEKA ONKOLOGICZNA

Śmieszne jest to, że jak człowiek już w tym jest to uważa, że to normalne. Kolejne pobranie krwi? Spoko. Jeszcze jeden RTG? No problem. Jestem 55 w kolejce? Proszę wejść przede mną, wzięłam ze sobą trzy książki i mamę. Ostatnio, gdy czekałam pod gabinetem – chcąc nie chcąc – podsłuchiwałam rozmowę dwóch trochę starszych ode mnie kobiet. Jedna z nich przyszła po wyniki biopsji cienkoigłowej i bardzo to przeżywała. Ciągle powtarzała, że musi być dobrze, że będzie dobrze, że co ona zrobi, jeśli nie będzie dobrze. Chyba złośliwie, ale pomyślałam sobie – co ona tak przeżywa? To biopsja. Cienkoigłowa. Nic wielkiego. Wyniki tych biopsji trzymam hurtem w jednej teczce. Wyszła z gabinetu, krzyczała z radości, że wszystko jest dobrze – cała poliklinika dowiedziała się, że jest zdrowa. Błagałam, żeby to się skończyło. Pomyślałam sobie, że wyjdzie stąd i wróci do pracy. Czytałam dalej książkę.

CO Z TEGO?

Nie wiem, bo sytuacja wciąż jest dla mnie świeża, choć trwa od 3 lat z różną intensywnością. Czasami przeraża mnie to, że te doświadczenia czynią mnie tak gruboskórną, że nie płaczę już przy kolejnych słabych wiadomościach. Przeraża mnie to, że nie skaczę już z radości jak wspomniana pani, bo chodzenie do polikliniki stało się jak wpadanie do sklepu po jednego batona albo zatankowanie auta. Zdarza się kilka razy w tygodniu. Po prostu wpisuję to w plan dnia i dostosowuję grafik. Jednocześnie jest tym, co mówi mi codziennie rano: baw się dzisiaj dobrze! Jest czymś, co pozwala mi dokonywać wyborów, które są naprawdę moje, które odzwierciedlają pragnienia mojej duszy i serca, które na pierwszym miejscu stawiają to, co naprawdę się liczy. A liczy się dla mnie rodzina, zwierzęta (bo jestem za nie odpowiedzialna) i praca (bo chcę mieć za co żyć). Spróbujcie zbudować cokolwiek bez stawiania fundamentów, a gwarantuję, że runie z hukiem.

Jest coś jeszcze. Jest jeszcze niepełnosprawność mojej (nie)siostry. Jest coś więcej. Są rodziny zastępcze. Jest coś następnego. Jest współuzależnienie. Jest też blisko mnie kobieta, która przetrwała śmierć dwóch ważnych dla niej osób – jedną po drugiej.

Hej! Chcę Ci pokazać, że to właśnie jest ze mną. Chcę Ci powiedzieć, że nie masz obowiązku tłumaczenia się przed wszystkimi z podejmowanych przez siebie decyzji, bo stoją za nimi silne argumenty – Twoje doświadczenie. Chcę Ci powiedzieć, że masz prawo do błędów i nikomu nic do tego. Jeśli myślisz, że wstawałam w skowronkach do pracy, kiedy moja klatka piersiowa była suto i mocno owinięta bandażem po usuwaniu guza to wiedz, że… płakałam. A później robiłam miliony innych rzeczy, by zapomnieć.

Ślę dzisiaj do Ciebie wirtualne uściski i chciałabym Cię kiedyś przytulić na żywo,

P.S. Pamiętaj, że mimo wszystko nadal możesz zdecydować… czy się śmiać, czy płakać 😉

 

 

 

  • Bardzo mocny … co to znaczy .. osobisty tekst! Cenimy całą Twoją działalność i ile już zdołałaś zrobić w tak młodym wieku! Cenimy to, że praca pracą ale Ty pokazujesz że warto przede wszystkim mieć silne fundamenty i się dobrze bawić bo zabawa to nie tylko hulanki i swawole. To przyjemność, docenianie, wolność wyboru.

    Ściskamy mocno Ciebie i osoby ci bliskie a szczególnie gratulujemy mamie takiej pięknej, mądrej i zaradnej córy 🙂

    Have fun always!

    • Izabela Kornet

      Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję! Zawsze, gdy widzę Waszą działalność czuję, że kiedyś powinnyśmy zrobić coś razem! 🙂

  • Ja bardzo mocno chcę Cię przytulić na żywo !
    Uwierz, że ten wpis pokazuje jak wspaniałym jesteś człowiekiem i jak każda rzecz, którą robisz ma sens. To jak potrafisz cieszyć się z życia i jak doceniasz każdą rzecz !
    Naprawdę wielki SZACUN ! I gdy tylko będzie mi gorzej to pomyślę o Tobie, bo bardzo mnie motywujesz !

    Dziewczyno ! Jesteś po prostu WSPANIAŁA !

    • Izabela Kornet

      Marta, jakie to szczęście, że skomentowałaś wtedy post na Spotkaniach Świadomych Blogerek!

      Zobacz tylko… gdybym wtedy go nie dodała, Ty byś go nie zobaczyła. Gdybyś nie skomentowała… wcale byśmy się nie „poznały”!

      Uwierz mi, że cieszę się z tego, co napisałaś, a jeszcze większą radość sprawia mi świadomość, że zobaczymy się w listopadzie, moja dobra wirtualna duszo 🙂 Ależ Cię wyściskam!

      • Dla mnie wszystko jest po coś i nie ma przypadków, które potem nie mają znaczenia 🙂
        Powiem szczerze, że tym wpisem zainspirowałaś mnie do koncepcji na prelekcję na Spotkaniu jeśli będę mogła taką wygłosić 🙂
        Taki trochę taki coming out (czy jak się to tam pisze 😉

        • Izabela Kornet

          Jestem ciekawa o czym chciałabyś opowiedzieć! <3

          • Chciałabym opowiedzieć najpierw o swojej profesji i o praktycznych rzeczach, które uczestniczki mogą wykorzystać, a na koniec opowiedzieć trochę o sobie i pociągnąć temat mojego wpisu na blogu który ostatnio o sobie publikowałam 😉
            Jeśli chcesz znać szczegóły to napisz na FB, wtedy coś razem poplanujemy 😀

          • Izabela Kornet

            Jak tylko podpiszę umowę o salę będę mogła kontaktować się z prelegentkami i wszystko stanie się jasne! 🙂 P.S. Muszę Ci podesłać te psie linki, kompletnie o nich zapomniałam!

  • Iza – po prostu dziękuję, że to napisałaś.
    Silna i mądra z Ciebie kobieta, która daje innym siłę, do tego aby dostrzegali piękno tego świata na co dzień. Bo życie jest tak krucje.

    • Izabela Kornet

      Jest kruche, to prawda. Fajnie jest mieć tego świadomość, ale jednak nie dać się zwariować. Dziękuję za miłe słowa :*

  • Ciężko mi skomentować ten tekst. Z jednej strony czuję, że zaczęłam przeżywać coś podobnego po wypadku siostry, z drugiej, u mnie cała historia zakończyła się szczęśliwie. W każdym razie bardzo mnie cieszy to, że po tym wszystkim potrafisz być szczęśliwa, czerpać z życia. Wiem, że dużą zasługę w tym ma Twoja Mama. Życzę Ci byś zawsze miała tak dużo chęci i energii do działania.

    • Izabela Kornet

      Dziękuję, trochę też sobie tego życzę… 🙂 Tobie także!

      Czy u Twojej siostry już wszystko w porządku? Strasznie zawsze przeżywam takie wypadki i za każdym razem zadaję sobie pytanie – jak to się stało? I mam świadomość, że to ułamki sekund. Trzymajcie się Dziewczyny :*

      • Dziękuje :*
        Teraz już jest dobrze, chociaż cała rodzina mocno to przeżyła, ale minęły ponad 3 lata i jest tylko lepiej 🙂 może kiedyś się otworzę i za zgodą siostry opiszę jej historię – by zmienić wyobrażenia ludzi na temat śpiączki, ale też dać nadzieję 🙂

        • Izabela Kornet

          Otóż to 🙂 Wierzę, że opowiedziane historie mają naprawdę dużą moc. Zupełnie jak w codzienności – często dzięki opowieściom poznajemy ludzi, którym chciałoby się przybić życiową piątkę 🙂

  • Jaki piękny, mądry tekst! Bardzo Ci za niego dziękuje! Potrzebowałam przeczytać właśnie coś takiego ❤️

    • Izabela Kornet

      Cieszę się bardzo, Dagmara ❤ Zdecydowałam, że napiszę ten tekst, bo najcenniejsze co mogę zrobić ze swoim doświadczeniem to dzielić się nim z innymi 🙂