Błędy, które zdążyłam popełnić w czerwcu, choć dopiero się zaczął

Czytam teraz sobie dobrą książkę, którą przywiozłam z Blog Matters. Nie pytajcie, ile razy zadawałam sobie to pytanie. Jak zatrzymać czas? Jak wydłużyć dobę? Jak go spowolnić? Jaka jest ta tajemna wiedza? Miałam i mam świadomość, że szukanie odpowiedzi na te pytania jest mniej sensowne niż podejmowanie działań, które pozwalają na wyciśnięcie z tego czasu ostatnich soków, ale jednak. Jednak człowiek zadaje sobie te pytania, a później szuka odpowiedzi w inspiracjach na Pintereście, po hasztagach na Instagramie albo obserwuje kolejny Facebook o zarządzaniu sobą w czasie.

Dochodzi wtedy do sytuacji, w której o czasie na Facebooku możesz pomarzyć (tak, mam to teraz) i sama sobie ograniczasz pracę terminami, bo inaczej w ogóle nie byłoby sensu zabierać się do roboty. Jeśli znasz ten stan, kiedy musisz zrobić tak dużo, że boisz się dotknąć pierwszego zadania, pogłaskajmy się wzajemnie. Mam teraz przejściowy okres w życiu – kończę 4 rok studiów i muszę zrobić to przed terminem ze względu na zaplanowaną operację, kolejne 3 miesiące nadrabiam finansowo (studiując stacjonarnie nie pracuję 8 godzin dziennie), wdrażam nową markę, wtem listopad (Spotkania Świadomych Blogerek), a zaraz po wyjazd na drugi koniec świata. Właściwie chyba mogę planować już luty 2019…

Uświadomiłam sobie, że nie powinnam nazywać tego okresem przejściowym. Ja po prostu tak żyję. Całą niedzielę przeleżałam do góry brzuchem, by od poniedziałku być na pełnych obrotach. Kto nigdy choć przez chwilę nie poczuł, że jego życie to wielki, dobry chaos – ten nie zrozumie stanu, który łączy w sobie satysfakcję, zadowolenie, zmęczenie, szczęśliwość, frajdę i inne skrajne emocje. Wszyscy wiedzą, że bez ryzyka nie ma zabawy, a ja Wam udowodnię, że dobra zabawa niesie za sobą spore ryzyko… 

ROZŁADOWAŁAM SAMOCHÓD

Przejeżdżam minimum 500 km tygodniowo jako kierowca. Taki wynik otrzymujemy, jeśli od poniedziałku do piątku jestem w Bydgoszczy – czyli zawsze w roku akademickim. W zeszłym tygodniu natomiast spędziłam dobę za kierownicą. Dobę. Kierowałam jeden dzień na siedem w tygodniu. Generalnie jestem z tych, co parkują wszędzie, wszędzie pojadą, wjadą do centrum każdego miasta. Mam też intuicję kierowcy i wiem, żeby się nie ładować z autem tam, gdzie nie trzeba. Lubię jazdę samochodem, w aucie dużo śpiewam i dużo planuję. Dostaję (dostawałam) też dużo mandatów i zdarza mi się wjechać w cokolwiek materialnego (nieożywionego!), ale przekładam to na przejechane kilometry. Wynik jest pozytywny. Nadal uważam się za dobrego kierowcę, który notabene potrafi też (oprócz zatankowania) dolać płynu do spryskiwaczy, do chłodnicy i w ogóle sprawić, żeby światło stopu znowu działało.

Mimo tego ostatnio czekając na parkingu pod Huberta pracą, zostawiłam samochód na światłach, z włączoną klimatyzacją i włączonym (choć ściszonym!) radiem. Miałam 30 minut, odsunęłam fotel do tyłu, wywaliłam nogi do góry, jadłam cukierki i zaczytałam się w książce. Jaka ja byłam szczęśliwa, że w środku tygodnia, między studiami, pracą, kilkoma prywatnymi sprawami do załatwienia i obiadem na mieście, znalazłam czas dla siebie! Geniusz nie kobieta! Oczywiście samochód nie odpalił, narobiłam wstydu Hubertowi przed kolegami, ale na szczęście zostaliśmy uratowani. Gdzie był mój mózg, gdy zgasiłam auto, nie zgasiłam świateł i włączyłam klimę? Nie mam pojęcia!

CHCIAŁAM ROZBIĆ SAMOCHÓD

Na parkingu pod sklepem koło domu. Nie mówię, że ja nigdy w nic nie wjeżdżam, ale wszystkie rysy na moim samochodzie to 50:50 – w połowie przyznaję się do winy. Po zakupach wsiadłam do auta, spojrzałam oczywiście w lusterka, oczywiście Hubert powiedział mi „uważaj”, ale jakoś tak noga z gazu na hamulec nie zdążyła się przemieścić i stało się. Na szczęście nic złego, na szczęście ze znajomym, na szczęście prawie nikt nie widział. Całą drogę do domu pytałam Huberta co się dzieje z moim mózgiem? O co chodzi? Bo to nie wszystko…

JADĘ DALEJ I IDĘ DALEJ NIŻ POTRZEBA

Właśnie sobie uświadomiłam, że jednak większość błędów dotyczy samochodu. Czyli potwierdza się, że spędzam w nim (z nim?) dużo czasu. Z racji tego, że mam wprowadzać nową markę oraz podejmuję się organizacji kolejnego cyklicznego wydarzenia moja głowa jest pełna pomysłów! Kipi! Kartki z pomysłami są wszędzie, wszędzie robię notatki, wszędzie coś zapisuję, ciągle wpada mi do głowy kolejny fantastyczny pomysł. Dużo o tym myślę. Najczęściej właśnie w aucie, bo to taki mój czas. Jadę gdzieś, śpiewam, mam określoną ilość czasu na przemyślenie tego, co muszę. Jadę, jadę, jadę… Zatrzymuję się na światłach i uświadamiam sobie, że przejechałam już kilka ulic odkąd miałam skręcić w prawo do galerii. Jadę, jadę, jadę… Zatrzymuję się na przejeździe kolejowym i uświadamiam sobie, że miałam zjechać na stację. Idę, idę, idę… 5 minut temu myślałam sobie, żeby tylko nie ominąć parkingu. Więc idę dalej, zauważam parkomat i uświadamiam sobie, że jestem jakieś 50 zaparkowanych samochodów wzdłuż tej ulicy za daleko. Czy ktoś też tak ma? Czy ktoś też tak intensywnie myśli? Dlaczego mój mózg zaczyna uważać, że plan podboju świata obmyślany o 10:00 rano we wtorek jest ważniejszy niż wrócenie do domu?

BYŁO TEGO WIĘCEJ

Dzisiaj niewytłumaczalnie zbiłam butelkę z wodą, która prawie już należała do pana w kolejce przede mną, kalecząc sobie przy tym mocno nogi i naprawdę nie wiedząc, jak to się mogło wydarzyć? Wzięłam psa na urlop nad morze z nadzieją, że spędzimy go spokojnie. Pomyliłam ze sobą dwie miejscowości, upierając się przy swojej racji. Urwałam jabłkiem aparat retencyjny z dolnej szczęki. Uderzyłam się słuchawką od prysznica, zdarłam kolano biurkiem i mam ogromne obawy przed wyjściem na imprezę. Co więcej może się stać?

Co przy tym jest śmieszne to fakt, że przy takich zachowaniach jestem świetna w organizację. Wszystko na czas. Gotowa do wyjścia. Nigdy nie spóźniona. Prezenty kupione przed czasem. U ortodonty minutę przed wejściem do gabinetu. Angielski zdany na piątkę z miłymi słowami od wykładowcy. Praca wykonana. Te opowieści po fakcie są naprawdę zabawne (pół żartem), ale prawda jest taka, że moja koncentracja na sprawach dla mnie ważnych sięga zenitu (pół serio)!

Troszkę fuck up’ów przy poniedziałku niech zrobi Wam dobrze 😉 Ściskam mocno,

P.S. Wiecie jak zatrzymać taką śnieżną kulę błędów? Dajcie znać, bo ręce opadają!

  • Ja mam dokładnie tak samo. Ciągle chodzę obita i poraniona, a moje ciało jest pełne szram. Nie raz obcy patrzyli na mnie dziwnym wzrokiem coś a’la „przemoc w domu” itp 😀 Ale mnie to nie rusza. Jako biolog wiem, że nasze ciao ma niesamowite możliwości regeneracyjne, a w sumie jakieś tam zadrapanie zawsze dodaje smaczku, bo jak nie ma na czym oczu zawiesić to chociaż na tym 🙂

    Izuś trzymam bardzo mocno kciuki za operację i wiem że będzie dobrze <3

    Różnimy się tylko co do metody jazdy, ja na szczęście tfu, tfu, tfu w nic nie wjechałam i nic nie zarysowałam 😉

    • Izabela Kornet

      Tfu, tfu, tfu, oby Ci się nie zdarzyło! 😀

      Dziękuję za miłe słowa <3 Czuję, że mogę na Ciebie liczyć :*

      P.S. Uważaj na siebie :)))) Dobrze, że mamy te zdolności do regeneracji, bo gdyby nie to… 😀

      • Jak najbardziej możesz na mnie liczyć i jestem do dyspozycji, gdybyś chociażby chciała napisac coś w przypływie emocji 🙂

  • Anna Kapka

    jest na to działający sposób – ćwiczenie uważności, czyli medytacja 😉

    • Izabela Kornet

      Kurczę, Ania, wiesz, że na to nie wpadłam? Tylko chyba nie wiem od czego zacząć 🙂

  • O matko, no jakbym czytała o sobie!

    Z tym, że u mnie zaczęło się w ciąży, ale wyczytałam sobie, że ciężarne tak mają i po pół roku od porodu powinno zniknąć i mózg „znów trafi na swoje miejsce”, ale mój chyba nie trafił, a minęło już 9 miesięcy od porodu, nie 6! 😀
    Z autem nie dzieje się tak dużo jak u Ciebie, ale jakiś czas temu spieszyłam się na zajęcia i nie mogłam nigdzie znaleźć miejsca parkingowego,jak już znalazłam, zaparkowałam, to okazało się, że płatne, a ja nie miałam przy sobie żadnej wypłaconej gotówki. Musiałam więc wyjechać. Wydawało mi się, że wcześniej widziałam jakąś lampę, no ale teraz nigdzie w lusterkach jej nie widzę, więc cofam. No i cofnęłam… prosto w lampę. Jak się okazało, miałam takie szczęście, że wymierzyłam idealnie – samym środkiem haka w sam środek lampy, także samochód bez uszczerbku, ale tak się zestresowałam, że na zajęcia nie pojechałam 😀

    A pamięć? O matko, dramat! Naprawę wiecznie czegoś zapominam, tak samo jak Ty przechodzę swój samochód i idę dużo dalej, potem musząc wracać. Zapominam co ktoś do mnie mówił. Pytam i nie pamiętam, że pytałam – to jest straszne, aaaallleee jest progres. Współpracuję z firmą, która w swojej ofercie ma suplementy diety. Co ptawda byłam nastawiona sceptycznie, ale jako że od kilku osób już słyszałam, że witamina B przy sesji to zbawienie, postanowiłam sprawdzić. Mam kapsułki B compositum i naprawdę jest lepiej. Co prawda wciąż porafię przyjść do domu zacząć mówić i w połowie zapomnieć co, ale w porównaniu z jazdami jakie miałam wcześniej, to nic 😀 Także wiesz, jakbyś miała ochotę sprawdzić, wiesz do kogo pisać, może i Twój mózg wskoczy na odpowiednie miejsce 😀 😀 O i jeszcze jedna rzecz mnie też wspomaga – joga. Daj wycieszenie, skupienie na ciele. Również polecam! Szczególnie szkołę jogi Kasi Szyńskiej – jest niesamowita 🙂

    Ale powiem Ci w sekrecie, że zaczynam podejrzewać, że… w Bydgoszczy rozpylili coś, co nam tak mózgi zlansowało 😛

    Matko, ależ się rozpisałam!
    No nic, zmykam do nauki
    dobrego wieczoru
    Natalia Chmie-Downar
    http://www.akademiawewnetrznegodziecka.pl