Masz dobrze, bo masz swoją firmę – tydzień z życia #dzieńpodniu #godzinapogodzinie

Nie wiem, jak u innych, ale u mnie żarty dawno się skończyły. Zasady funkcjonowania firmy w domu zostały jasno określone i dopasowane do mnie. Nie oznacza to, że są dobre dla wszystkich przedsiębiorców. Tak naprawdę może akurat dla Ciebie są beznadziejne i nie potrafiłabyś tak ani pracować, ani żyć. Mimo tego bardzo często słyszę w rozmowach z innymi stereotypy związane z życiem businesswoman bardzo naginające to, jak jest naprawdę.

Podjęłam się więc spisania swoich dni pracy i życia prywatnego w tygodniowym rozrachunku. Jesteś na początku drogi w swojej firmie? Zakładasz własną działalność gospodarczą? Czujesz, że jesteś trochę podobna do mnie (realizujesz wiele celów/projektów jednocześnie)? Nie wiesz, jak się zorganizować? Głowisz się nad tym, jak rozplanować rozwój zawodowy, żeby nie sknocić sobie życia prywatnego? Jeśli nie chcesz czytać poradnika, a podejrzeć pracę na żywym organizmie – ten artykuł jest dla Ciebie. 

Poniżej przedstawiam cały tydzień (27/08/2018 – 2/09/2018) – dzień po dniu, częściowo także godzina po godzinie. Podsumowanie zawiera zarówno kwestie zawodowe, jak i prywatne. Chcę mówić o własnym biznesie na poważnie i ujmować w treści to, co na niego wpływa. Najbardziej prawdopodobną wizją jest, że ktoś założył firmę po to, by móc żyć na własnych zasadach, nie ograniczać się w zarobkach i rozwijać – siebie oraz biznes. Czytając raport z tygodnia weź pod uwagę, że realizuję WŁASNE cele. Po prostu przestudiuj to i wyciągnij z tego, co najlepsze, a o reszcie zapomnij 🙂

PONIEDZIAŁEK, 27 SIERPNIA 2018

Pobudka o 6:40. Wkładam na siebie sportowe ubranie, wychodzę ze wszystkimi psami na podwórko. O 6:50 same z Blessy ruszamy na wyciszający spacer z przerwami na krótkie sesje treningowe. Robimy 5 km w 1 godzinę i 10 miut. Chwilę po 8:00 wchodzimy do domu, przygotowuję Blessy michę żarełka z probiotykiem. O 8:15 zaczynam szykować śniadanie dla siebie. Smażę boczniaki z cebulką i świeżymi pomidorami prosto z ogrodu. Chwilę przed 9:00 kończę śniadanie i pogaduszki z mamą przy herbacie i zamykam się w biurze.

Rozpisuję plan na ten tydzień i częściowo na wrzesień oraz październik. Gonią mnie terminy, więc nie odkładam października na koniec września, bo będzie już po fakcie. W tym czasie załatwiam też krótkie telefony – dzwonię do lekarza i zapisuje się na wizytę, dzwonię do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uzyskać informacje do pracy oraz do Związku Kynologicznego w Polsce w sprawie wystawy Blessy. Żaden z telefonów nie zajął mi więcej niż 2 minut, a każdy z nich znacząco wpłynął na zaplanowanie miesiąca. Chcę siadać do pracy, ale life is life – wyłączyli mi prąd 😉 Miałam nienaładowane telefony i laptopa, bo w niedzielę wróciłam o 22:30 do domu – po ponad 8 godzinach w podróży, 3 godzinach szkolenia i sesji treningowej na wybiegu z psem. Jest więc 9:30 i lecę pod prysznic. O 9:50 rozpoczynam kolejną sesję treningową z psem.

O 10:05 wchodzę do biura i pracuję. O 11:35 robię przerwę na spacer z psem na siku. 5 minut potem wracam do pracy. Blessy od rana siedzi ze mną w biurze i pracujemy razem.

O 12:30 idę zrobić obiad dla siebie – wykorzystuję niedojedzone śniadanie, dodaję marchewki przyniesionej z ogrodu, smażę i duszę razem z makaronem w pomidorowym sosie. Codziennie od 8:00 do 16:00 jestem dostępna dla klientów Nowak Migration, więc nawet jak gotuję – mam telefon przy sobie. W trakcie pobytu w kuchni odbieram 2 telefony i notuję informacje. O 13:10 zostawiam obiad na małym gazie, a ja na 20 minut wracam do maili – wysyłam podsumowania rozmów telefonicznych i odpowiadam na bieżące wiadomości.

O 13:35 jem obiad, o 13:45 wychodzę z psem na siku, 13:55 wracam do biura. 14:15 jem drugi obiad przy komputerze, 15:15 Hubert wraca z pracy, ja powoli kończę pracę. Na 16:20 jadę do lekarza po skierowanie do poradni, potem do weterynarza po dokumenty i nowe leki. Uzupełniam ten wpis między pakowaniem, jedzeniem i szukaniem kluczyków.

O 15:50 wychodzę z domu. Lekarz, weterynarz. Po 18:15 jestem w domu, mama zrobiła tortillę, jemy wspólnie kolację. 18:40 siadam znowu na chwilę do pracy, potem ponownie wychodzę z psem i mamy chwilę dla siebie z Hubertem.

WTOREK, 28 SIERPNIA 2018

6:30 pobudka, 2,5 km w 35 minut. O 7:15 kończymy spacer, ale idziemy jeszcze na ściernisko i łąkę zaszaleć, bo widzę, że właśnie tego nam dzisiaj trzeba! Po 7:30 jesteśmy w domu, szykuję michę dla Blessy.

8:10 kończę śniadanie, lecę pod prysznic, układam włosy, prasuję, makijaż, pracuję. W międzyczasie konfiskuję Blessy konia, któremu odgryzła szyję i ogon z wełny oraz pozbawiła wnętrzności z waty. O 10:00 wychodzę z domu, jadę 50 km do miasta (Bydgoszcz). Odbieram zamówioną roślinę, jadę odwiedzić chrześniaczkę, o 13:00 wychodzę do galerii i szukam ubrań na niedzielną wystawę z psem. Około 14:30 spotykam się z Hubertem na obiedzie na mieście, potem dalej idziemy na zakupy. Hubert wybiera mi spodnie, ja sobie koszulę i ustalamy kolor bordowy naszym kolorem wystawowym, przynajmniej na kilka kolejnych razy. Oczywiście między 8:00 a 16:00 jestem dostępna pod telefonem i rozmawiam z klientami.

Po zakupach jedziemy do dentysty z Hubertem na kontrolę, jesteśmy w domu około 17:00 i rozpakowujemy paczki dla Blessy – jedna od Toys Dream Dog z owcą od Rauki (strzał w dziesiątkę) oraz Likerem (który niepostrzeżenie stracił pasek z rączką…), a druga z klatką transportową (sam karton cieszy bardziej, niż zawartość).

Robię sesję treningową z psem w domu. Pakujemy się na wybieg do miasta oddalonego o 30 km (Chełmno). Zostajemy z psem na wybiegu aż się ściemni. Na koniec bawimy się ze szczeniakiem i pakujemy się do auta. Po drodze wsuwamy czipsy, popijamy pepsi, a Blessy śpi na tylnym siedzeniu. Gdy wracamy do domu po 21:00, siadam do pracy. Aktualizuję CRM, wprowadzam w system nowe dane (m.in. klientów, z którymi rozmawiałam w ciągu dnia), odpisuję na bieżące maile.

ŚRODA, 29 SIERPNIA 2018

Pobudka 6:20, 4 km w 55 minut, śniadanie, kąpiel, praca do 11:00. Drugie śniadanie. Ruszamy z mamą do Kołobrzegu. Pamiętacie moje InstaStory o wsparciu? Dzisiaj mama jest moim kierowcą, bo padam na twarz. W Koszalinie jemy obiad na mieście. Jestem cały czas dostępna pod telefonem dla klientów. Jesteśmy w Kołobrzegu 16:20, ja idę zarejestrować się do poradni i zostawić skierowanie. Później idziemy na spacer i na lody. Między 17:00 a 19:00 mama idzie na plażę, a ja uczestniczę w spotkaniu. Po 19:00 ruszamy do domu, pijemy świeże soki i zajadamy wegańskie czekoladki z Orlena. Wracamy do domu po 23:30. Kładę się spać bez kąpieli. Naprawdę.

Blessy dzisiaj jest od 11:30 beze mnie i tulimy się wieczorem w łóżku, a potem całą noc śpię skulona i ścierpnięta, BO PIES. Głaski, grzanie stóp, ciągłe zmiany miejsca spania to między innymi to, za co ją kocham.

CZWARTEK, 30 SIERPNIA 2018

Pobudka 6:30, 2 km spaceru w 25 minut. Spacer skrócony z powodu starcia z innym psem – bez właściciela. Bawimy się dalej u siebie na łące. Wracamy po 7:30, serwuję michę dla Blessy, jem śniadanie i witam się z Hubertem. Jest 8:30, kiedy przygotowuję częściowo ten wpis na podstawie notatek tworzonych od poniedziałku. Pracuję do 9:30 nad bieżącymi sprawami – maile, wiadomości na Messengerze, telefony. Szykujemy siebie i psa na wyjazd do groomera do Gdyni. Ruszamy 200 km z przystankiem na zakupy, na siku i na drugie siku. Dojeżdżamy na miejsce o 13:00, wychodzimy po 15:00 i od razu ruszamy w stronę domu. wracamy po 17:00, Hubert sprząta samochód, a ja odpoczywam – podlewając kwiaty, zbierając pranie, składając pranie, odnosząc naczynia do zmywarki…

Po 18:00 wracam do pracy i spędzam czas przy komputerze do późnego wieczora. Podejmujemy też decyzję o udziale w Euro Dog Show 2018 w Nadarzynie i rejestrujemy Blessy na wystawę. Kładziemy się spać wszyscy razem.

PIĄTEK, 31 SIERPNIA 2018

Pobudka 6:20, lecimy na spacer na oko na godzinkę – bez telefonu, bo znowu zapomniałam go podłączyć i rano zostawiłam go w biurze. Wracamy około 7:30, micha dla psa, micha dla mnie. Jemy razem śniadanie, rozmawiamy z mamą, a potem ruszam do biura. Przyjeżdżają pracownicy od montażu blachodachówki, więc pół dnia spędzam szczelnie zamknięta w biurze, bo hałas uniemożliwia rozmowy przez telefon 😉

Pracuję od 9:00 do 15:00 z przerwami na zrobienie jedzenia oraz spacerami z psem. O 15:00 siadam z notesem i robię listę zakupów – Rossmann, Auchan, zoologiczny, sportowy + rachunki do opłacenia online. Zestawiam z moimi finansami i kalkuluję. Po 15:30 wychodzimy z mamą i siostrą z domu i jedziemy do miasta. Wracamy o 20:30 i dzwoni do mnie przyjaciółka. Rozmawiamy do 22:00, a ja w tym czasie wypełniam dokumenty, rozpakowuję zakupy, sprzątam biuro i przygotowuję je do pracy na kolejny dzień.

SOBOTA, 1 WRZEŚNIA 2018

Pobudka po 7:00, szybki spacer i sesja treningowa. Dzień stresu przed niedzielną XXX Krajową Kujawską Wystawą Psów Rasowych we Włocławku. Pakowanie, sprzątanie, mycie sprzętu, pranie, prasowanie, czesanie… Cały dzień pracy przy psie. Późne popołudnie spędzone z rodziną. Potem ostatnie poprawki, pakowanie samochodu i żegnanie resztek stresu.

NIEDZIELA, 2 WRZEŚNIA 2018

Pobudka o 5:00, kąpiel, włosy, makijaż, pies, śniadanie. Po 6:00 ruszamy do Włocławka na XXX Krajową Kujawską Wystawą Psów Rasowych. Robimy przerwę w Toruniu na siku. Najgorszy stres minął w sobotę. Dojeżdżamy po 8:00 na miejsce, weterynarz sprawdza nasze dokumenty, parkujemy w wyznaczonym miejscu i lokujemy się z rzeczami przy naszym ringu. Dojeżdża do nas fotograf Maria Redzimska. Oczekujemy do 10:00 na rozpoczęcie sędziowania, oglądamy inne rasy, poznajemy inne psy, ćwiczymy cierpliwość i prezentacje. Około 11:00 – 11:30 wchodzimy na ring i 5 minut później jest już po wszystkim. Mamy 3 miejsce, brązowy medal i ocenę doskonałą. Psa mamy idealnego, teraz czas na pracę ze samym sobą 🙂 Około 12:00 wyjeżdżamy z miasta, w Toruniu jemy w McDonaldzie i zostajemy mile przyjęci z psem. Wsuwamy więc frytki i sałatki mając naszą cudowną Blessy przy boku. Wracamy do domu po 15:00, zmieniamy samochody i jedziemy odwiedzić rodzinę. Gdy wracamy do domu, cieszymy się po prostu wspólnym czasem, oglądamy Netflix, gratulujemy sobie wspaniałego dnia. Hubert sprząta pożyczone auto, ja snuję się za nim jak cień. Jest błogo. Jest zwyczajnie dobrze.

Dlaczego mój dzień wygląda tak, a nie inaczej?

  1. Pracuję zdalnie na godziny. Oznacza to, że wypracowuję dziennie określoną ilość godzin i za wyjątkiem telefonów (8:00 – 16:00), resztę pracy wykonuję w dogodnych dla mnie godzinach.
  2. Mamy psa. To bardzo istotna część mojego życia i chociaż jestem psią matką, to wcale nie chodzi o miłość. Chodzi o zaspokojenie potrzeb zwierzęcia, zapewnienie odpowiedniej ilości ruchu, zadbanie o jego zdrowie fizyczne i psychiczne, w tym także o zabawę. Stąd moje poranne spacery, popołudniowe wyjazdy na wybieg oraz krótkie sesje treningowe w ciągu dnia. Blessy to pies pełen energii, który uwielbia wykonywać zadania. Nie mam zamiaru jej tego odbierać tylko dlatego, że nie mam czasu. Mam czas na to, co ważne. Żywa istota jest ważna.
  3. Robię rzeczy, które są dla mnie dobre. W praktyce oznacza to, że przeznaczam dużą ilość czasu na gotowanie oraz przygotowanie dobrego śniadania, relacje z bliskimi, planowanie oraz panowanie nad przestrzenią. Spędzam też sporo godzin w podróży właśnie dlatego, że jej cel jest dla mnie dobry. Żyję w taki sposób, który pozwala mi budzić się codziennie rano zadowoloną i pełną energii oraz tak, by każdy dzień był małym krokiem do celu.
  4. Myślę o rozwoju i finansach. Stąd moja praca nie oznacza wyłącznie pracy dla klientów, ale także pracę dla siebie. W tym czasie np. tworzę zdjęcia, nowe artykuły, przygotowuję video, szkolę się. Rozwijam wiele nowych projektów. Założyłam firmę po to, by rosła w siłę, a nie po to, by upadła, gdy tylko opuszczę biuro.
  5. Jestem w okresie przejściowym. Zaraz zacznę 5 rok studiów. W październiku rozpoczyna się rok akademicki (studiuję dziennie), będę pisać pracę magisterską, a jednocześnie pod koniec listopada wylatuję do Australii. Wracam w styczniu, a w lutym czeka mnie kolejna przygoda z onkologią. Teraz także uczęszczam na terapię i pod to podporządkowuję resztę – w pierwszej kolejności bliskich i psa, potem pracę. Zdecydowałam, że podejmę się wyzwania pogodzenia tych spraw i od miesiąca właśnie tak wygląda moja codzienność.
  6. Zmiany i chaos to moi przyjaciele. Naprawdę. Zamiast walić głową w mur, płakać z powodu porażek, zmiany planów czy choroby – po prostu odwracam to na drugą stronę i wyciskam tyle dobra, ile w tym jest. A jest wiele.

O co chodzi? Chodzi o to, by wpływać na sprawy, na które możemy wpłynąć i odpuścić te, których nie możemy kontrolować w żaden sposób. Chodzi o to, by samej sobie nie robić pod górkę, a żyć tak, by czynić sobie dobrze. Chodzi o to, by mieć świadomość.

Świadomość, że nikt za Ciebie nie wstanie z łóżka. Nikt za Ciebie nie zacznie się ruszać. Nikt za Ciebie nie weźmie się w garść. Nikt za Ciebie nie wykona Twojej pracy. I nie chodzi o to, żeby wierzyć, że tylko ciężka praca przynosi efekty, ale o to, by znaleźć swoje sposoby na efektywną pracę. I żeby ich się trzymać, jednocześnie mając głowę otwartą na nowe.

A Ty? Jakie masz sposoby na to, by Twoja codzienność była taka, jakiej pragniesz?

Ślę dużo wsparcia,

P.S. Podoba Ci się ten wpis? Jeśli chcesz więcej artykułów z serii #dzieńpodniu #godzinapogodznie daj znać w komentarzu! 🙂

  • Powiem szczerze, że bardzo mocno Cię podziwiam !

    U mnie jest od 8:00 do 16:00 praca na etacie, a od 16:00 do wieczora praca prywatna, nauka oraz ogarnianie czasoprzestrzeni, która nie daje się zagiąć 😉

    Problemem z którym ja się stykam jest to, że niestety mój dom rodzinny codziennie obfituje w różne niespodzianki, których nie da się przewidzieć i czasem misternie ułożony plan szlak trafia i trzeba na szybko improwizować 😉

    O własnej działalności musimy porozmawiać, bo mam kilka pytań, ale to już na priv 🙂