Nie poddaję się, nie jestem słaba – ja po prostu proszę o pomoc

Jestem ostatnio przewrażliwiona na punkcie słuchania o tym, że nie ma się czasu na życie. Że coś jest źle zrobione. Że płakanie o wszystko jest dziecinne. Że ludziom się w dupach poprzewracało od dobrobytu. Wręcz mam ochotę wyjść z miejsc, w których rozmawia się o tym, co się powinno, a czego nie. Długo patrzę w oczy ludziom, którzy mówią mi, że mogłam zrobić coś lepiej. Coraz mniej rozmawiam z tymi, którzy mówią mi, jak żyć.

Coraz więcej mnie dla tych, którzy są ze mną POMIMO. Zapraszam na obiad i goszczę tych, którzy nie odganiają od siebie mojego psa – pomimo wszędobylskiej sierści. Wychodzę do restauracji z tymi, którzy nie są dla mnie dietetykami – pomimo, że jedzą mięso, a ja nie. Rozmawiam z tymi, którzy nie dają mi rad – pomimo, że mogą, bo przecież moje życie nie jest idealne. To ich proszę o pomoc. Pozostali myślą, że jestem słaba. I że ciągle się poddaję.

FINANSE

Najgorętszy temat. Pożyczam pieniądze i mam co miesiąc ratę do spłacenia. To nie oznacza, że jestem niezaradna finansowo. Myślisz, że się poddałam i stwierdziłam, że nie umiem odłożyć pieniędzy na spełnienie marzeń? Że jestem na to za słaba? Że nie potrafię sobie odmówić drobnych przyjemności? Że nie potrafię założyć konta oszczędnościowego? Czy może że nie mam na tyle silnej woli, by cokolwiek na nie wpłacić?

Otóż wyobraź sobie, że… poprosiłam bank o pomoc. Wzięłam kredyt po prostych kalkulacjach i podjęłam szybką decyzję. Teraz widzę, że te pieniądze zmieniły moje życie. To była sytuacja, której nie dostałabym od życia po raz drugi. Spłacam więc pożyczkę spokojnie, zgodnie z planem i od dawna już jestem wdzięczna światu za to, co dostałam w zamian.

ZMIANA ZDANIA

Ulubiona kwestia. Życie ze mną na pewno nie jest proste. Jestem osobą, która szuka. Intensywnie poszukuje rozwiązań, siebie, lepszej strony, haczyków, najwygodniejszych butów i prawdy. Stąd problem – często zmieniam zdanie i obieram inną drogę. Poznaje nowe racje, świeże punkty widzenia, różne wizje, a gdy dochodzi do tego etyka, niewiele osób jest w stanie za mną nadążyć. Nie każdy też chce dotrzymywać mi kroku w uświadamianiu samego siebie, więc dalej brnę sama. Często wtedy słyszę, żebym się nie poddawała, żebym wytrwała do końca, że przecież nie można w kółko zmieniać zdania. Ale tu nie chodzi o rezygnację, zagubienie i doprowadzanie spraw do końca. Tu chodzi o proszenie o pomoc samego siebie. O zadawanie sobie pytań:

  1. Czy to, co robię, jest dla mnie dobre?
  2. Czy życie, jakie aktualnie prowadzę jest życiem, jakiego pragnę?
  3. Jak wygląda moja codzienność i jak wpływa na moje życie na przestrzeni tygodnia, miesiąca lub roku?

Nie ma dla mnie znaczenia, że zrezygnuję z wykonania jakiegoś zadania. Nie rusza mnie to, że przestałam w coś wierzyć. Cieszę się, gdy się zgubię. Wyobrażasz sobie, ile nowych dróg odkrywam? Nie doprowadzam spraw do końca, bo czasami po prostu NIE CHCĘ już tego robić. Wyobrażasz sobie nigdy nie zakończyć znajomości z żadnym człowiekiem? Wyobrażasz sobie trwać w związku tylko po to, by się nie poddać?

PROSZĘ O POMOC – WPROST I DOSŁOWNIE

Proszę mamę o to, by zawiozła mnie 400 km na spotkanie. Proszę klienta o szybsze zrealizowanie zapłaty za moją pracę (zrobiłam to, gdy zachorował mi pies i wyzerowałam wszystkie swoje konta, a do zapłacenia były kolejne rachunki u weterynarza). Proszę, by wpuszczono mnie w kolejkę do kasy. Proszę o dzień wolny w pracy, kiedy wstaję z bólem gardła, zatok i głowy. Proszę o pożyczenie mi samochodu, kiedy jedziemy z psem na wystawę. Proszę o mnóstwo spraw. Głównie dlatego, że mogę. Zwyczajnie mogę otworzyć buzię i zapytać. I uwaga… nie oznacza to, że jestem złym kierowcą, źle zarządzam finansami, jestem najgorszym pracownikiem miesiąca, jestem bezczelna albo leniwa. Co więcej – nie każdy rzuca wszystkie swoje sprawy, by mi pomóc. Mnie to jakoś nie dziwi, bo sama nie jestem superbohaterem w życiu innych. Odmawiam i spotykam się z odmową. Pomagam i spotykam się z pomocą. Tak to działa. Uwierzcie mi, że nawet jak ktoś odmówił pomocy raz, chętnie wyciągnie rękę, gdy zapytasz go ponownie. Po prostu będzie na innym etapie w życiu.

WSTYD 

Rok temu wracałam z miasta samochodem z uczelni. Zrobiłam ostatnie wpisy, byłam zadowolona ze skończonego semestru i gratulowałam sobie w myślach kolejnego roku ciężkiej pracy. Nagle z innej ulicy wyjechał tir, wjechał wprost na mnie i zmiótł sobą jeszcze trzy inne samochody. Nie mogłam wyjść z auta. Wciąż miałam przed oczami te milimetry, które dzieliły moje ciało od metalu. Ale myślałam tylko o tym, żeby się nie rozpłakać, bo widziałam wokół tak wielu ludzi. Choć myśl, że straciłam samochód, którym miałam zjechać pół Polski przez wakacje, doprowadzała mnie do szału.

Po tym, jak zaczęłam terapię, a potem codzienną pracę nad sobą, dotarło do mnie, że nie muszę się wstydzić. Nie muszę się wstydzić, że potrzebuję pomocy. Nie muszę się wstydzić decyzji, jakie podejmuje. Nie muszę też nikomu się z nich tłumaczyć. Właśnie wtedy potrzeba pomocy stała się tak normalna jak potrzeba snu, jedzenia i bliskości drugiej osoby.

Proszę nie tylko o pomoc. Proszę ludzi, z którymi współpracuję o wsparcie w działaniach. Proszę Huberta o przytulenie. Proszę przyjaciółkę o rozmowę. Są ludzie, których nie proszę o pomoc. To wszyscy ci, którzy uważają, że się poddałam. Którzy myślą i mówią o mnie słaba. Słaba płeć. Słaba psycha. Wątłe ciało. Wieczne niepowodzenia i brak stateczności. I choćbym miała do wyboru: poprosić ich o podwiezienie mnie do domu czy iść pieszo kilkanaście kilometrów – poszłabym pieszo. Głównie dlatego, że ich towarzystwo wpędziłoby mnie w słaby nastrój, a spacer zrobiłby mi naprawdę dobrze. Bo podejmuję w życiu tylko takie decyzje, które są dla mnie dobre.

Wiem, że nie jesteś słaba. Co więcej – wiem, że sobie ze wszystkim poradzisz! Ale gdybyś potrzebowała pomocy, pisz śmiało 😉

Ślę gorące uściski (a szczególnie mocne dla tych, które głosowały na publikację tego wpisu na Facebooku),

P.S. Znasz kobietę, która potrzebuje wsparcia słowem? Podeślij jej ten wpis! A jeśli chcesz podzielić się nim z każdą kobietą, która jest Ci bliska – udostępnij na Facebooku. Nie tylko ona będzie Ci wdzięczna 🙂

  • Marta Wiśniewska

    Wartościowy wpis, naprawdę. Wiem jak ważne jest dać sobie ten luz, odpuścić. Nie obciążać wyrzutami i dodatkowo się stresować, a prośba o pomoc to żadna słabość, to odwaga. Nie kazdy ją ma. Cieszę się, że sobie to wypracowałaś. Buziaki. <3

    • Izabela Kornet

      Oj ja też się cieszę! 😀 :*

  • Iza, ja już Ci pisałam, że wiele nas łączy i za każdym razem odkrywam nowe rzeczy :*
    Mi czasem ciężko jest prosić o pomoc, bo jestem zbyt honorowa i wiele rzeczy robię po prostu sama. Choć z drugiej strony mam wokół siebie ludzi, którzy bez słów wiedzą, że potrzebuję pomocy.

    Ludzie widzą tylko to co zewnątrz, a nigdy nie widzą tego co w środku. Widzą nowy samochód, ale nie widzą tego ile czasu pracy i nerwów Cię kosztował. Widzą kolejny dyplom z uczelni, ale nie widzą ile nocy musiałaś na to stracić i z ilu rozrywek zrezygnować.

    I wiesz co najbardziej narzekają na życie Ci co po prostu nic nie robią. Wiecznie jest im źle i za mało, ale nie rusza nawet tyłka, żeby postarać się o coś lepszego. Dlatego ja od roku staram się odcinać grubą krechą od takich ludzi, staram się nie wpuszczać ich do swojego życia, a trzymam tylko z tymi, którzy ciągną mnie w górę nie w dół :* Ty oczywiście do nich należysz ! <3

    • Izabela Kornet

      Bardzo mi miło! Też się cieszę, że jesteś 🙂