Wyjazdowo-urodzinowa wishlista – czyli o czym marzy studentka na własnej działalności gospodarczej, psia matka i podróżniczka

Do przygotowania wishlisty zainspirowała mnie Kosmetolog Marta. Zapytała mnie, jaki prezent chciałabym dostać na urodziny i zastrzegła od razu, żebym przestała się migać od odpowiedzi 🙂 Pomyślałam więc, że to świetna okazja do stworzenia swojej pierwszej wishlisty! Myślami jestem już w końcówce listopada i podróży do Australii, ale zanim ruszę w kolejną podróż życia… czekają mnie studia, kilka wystaw z Blessy, konferencja Spotkania Świadomych Blogerek i masa innych spraw, w tym wiele prywatnych mających znaczny wpływ na resztę. Szczerze mówiąc, mam już spisane pomysły na prezenty bożonarodzeniowe… i jest mi z tym lżej. Większość spraw załatwię przed wylotem i będę maksymalnie korzystać z uroków Australii. Skoro więc zadbałam o innych, zadbam też o siebie. Bo podobno spisanie celów zwiększa prawdopodobieństwo ich spełnienia – poniżej więc wyjaśniam, dlaczego studentka na własnej działalności gospodarczej, psia matka i podróżniczka marzy właśnie o takich rzeczach 🙂

1. Miski ceramiczne. Zdecydowanie łatwiejsze do utrzymania w czystości niż plastikowe. Koniecznie muszą nadawać się do mycia w zmywarce – chyba, że będą ręcznie malowane. Za handmade jestem w stanie zapłacić więcej i jednocześnie darować sobie zmywarkę. Mamy zamiar przejść w najbliższym czasie na BARF i w tej sytuacji kompletnie nie wyobrażam sobie używania misek plastikowych.

2. Poduszka sensoryczna. Dużo trenujemy do wystaw i pomogłoby nam coś, co będzie ćwiczyć równowagę – chociażby w momencie przestawiania kończyn, ale też podtrzymywania ogona. Póki co radzimy sobie na łóżkowym materacu, ale taki drobny sprzęt znacznie poprawiłby nasze starania.

3. Pojemnik na 12 kg karmy. To takie „chcę, ale sama nie wiem”. Teraz bardzo by się przydał, bo szczerze nie cierpię worów z karmą – zwłaszcza podczas sprzątania. Karma w tych workach mimo zamykania wietrzeje i Blessy nigdy nie chce zjadać końcówki. Z drugiej strony mamy zamiar przejść na wspomniany BARF, a wtedy będę marzyć o pudełkach do mrożenia mięsa. Więc życzenie w trakcie weryfikacji – pojemnik na gotową karmę czy pojemnik na świeże mięso?

4. Przeszkody do toru agility. Nasze (choć pewnie bardziej moje) marzenie. Blessy to psie dziecko pełne energii, chęci do nauki, potrzeby tropienia i wykonywania zadań. Mamy u siebie dużo przestrzeni i tor agility na pewno nie raz byłby dla nas zbawieniem. Nie dość, że mogłybyśmy zaspokoić potrzeby zabawy i skoków, zużyć trochę energii, to popracowałybyśmy też nad odwagą. Elementy toru nie są drogie, więc będziemy je stopniowo kompletować.

5. Powerbank. Rok akademicki jest dla mnie naprawdę intensywnym okresem. Bywa, że wychodzę z domu o 6:00, a do samochodu pakuję: telefon prywatny, telefon służbowy, laptopa, aparat i kamerę. Do tego oczywiście całe okablowanie, a w aucie czeka już ładowarka samochodowa. Mimo tego nie raz zdarzyło mi się, że nie było już wolnych kontaktów na uczelni albo musiałam cały czas udostępniać sobie własny internet z telefonu. Zazwyczaj po zajęciach mam spotkania z klientami, a jeśli nie spotkania – to umówione rozmowy telefoniczne bądź Skype. Rozładowany telefon podczas długiego dnia to dla mnie powód do stresu.

6. Butelka na wodę. Niezastąpiona rzecz. W trakcie wakacji zepsuła mi się butelka z Ikei i to był cios poniżej pasa. Nie wyobrażam sobie codziennie wchodzić do sklepu po małą butelkę wody, bo po pierwsze: powalają mnie koszty w skali roku akademickiego, a po drugie: powalają mnie ilości śmieci w skali roku akademickiego. Czekam na swój butelkowy ideał.

7. Ochraniacz na pasy do samochodu. Śmieszne, małe marzenie. Najmniej w roku akademickim jeżdżę 500 km tygodniowo. To oznacza minimum 10 godzin (nie licząc korków) jako kierowca. W rzeczywistości często w ciągu tygodnia robię prawie 1000 km i spędzam w aucie 24 godziny. Jestem po złamaniu, drutowaniu i operacji obojczyka oraz po usuwaniu guzów piersi. Bywa, że gdy jestem świeżo po biopsji bądź kiedy jadę ponad 2 godziny, dokucza mi ból i wtedy marzę o puchatym ochraniaczu…

8. Kubek termiczny. Cały rok akademicki wychodzę z domu z kubkiem z herbatą albo ziołami do samochodu. No po prostu nie ma innej możliwości. Często zaparzam w kubku herbatę i gdy zjadam drugie śniadanie, jest jeszcze ciepła. Mam też okresy kuracji ziołowej i wówczas robię samej sobie taki myk, że mam wyzwanie wypić cały kubek ziół zanim dojadę do miasta 😉 Mam więc spokojną godzinkę na sączenie czasem niezbyt pysznych, ale jakże zdrowych, płynów! Kubków termicznych nigdy za wiele. Tak naprawdę mam tylko jeden dobry kubek (który dostałam w prezencie urodzinowym od Sylwii), a bywa, że wracam do domu późnym wieczorem, nie zdążę go umyć, rano się wkurzam… a tak byłby drugi!

9. 2 x zegar ścienny. Nie pytajcie, ile razy dziennie liczę, która godzina jest teraz w Brisbane 😉 Pracuję w firmie z siedzibą w Australii i jestem odpowiedzialna za informowanie ich o oddziale w Polsce. Za każdym razem, kiedy chcę zadzwonić – liczę. Za każdym razem, kiedy sprawa jest pilna – liczę. Zawsze, kiedy potrzebuję rozmowy z właścicielką agencji – liczę. A wystarczyłby rzut okiem!

10. Minutnik. Potrzebny ze względu na dwie sprawy: pracuję na godziny i czasem nie mam siły pracować. Ułatwiłby mi odmierzanie czasu, a co za tym idzie – motywował do dalszej pracy. Kocham też pracę w blokach, kiedy nie mam siły / jestem zmęczona / mam gorszy dzień. Czasami te 15 minut wystarczy na wykonanie jakiegoś zadania i jednak można odkreślić je z listy. Pętla jest zamknięta i można brać się dalej do działania.

11. Planer A4/A5. Ciężka sprawa. Miałam już planer od Zaplanuj swój sukces, ale jak dla mnie było w nim za mało miejsca. Teraz zastanawiam się nad organizerem od Pani Swojego Czasu. Rozglądam się też za czymś bez dat. Rozmiar ma znaczenie (koniecznie minimum A4!), ale waga nie ma znaczenia. Mogę więc mieć potężną księgę – byle wszystko się w niej mieściło. I tak przerzucam kalendarz i organizer z biurka do bagażnika 🙂 Obecnie jakoś sobie radzę, ale wciąż nie znalazłam ideału.

12. Zestaw zakreślaczy. Najlepiej w minimum 8-10 kolorach. Segregowanie zadań według kolorów w codziennym planowaniu znacznie usprawnia mi pracę. W ciągu dnia mam do ogarnięcia zawsze temat psa, studiów, pracy własnej, pracy dla klienta, domu, spotkań i finansów. Lepiej mi, kiedy mam wszystko czarno na białym (kolorowo na kartce).

13. Mapa Australii. Bywa, że klienci mówią mi przez telefon o mniejszych miastach i chciałabym wiedzieć, w jaki rejon wyjeżdżają. Czasami potrzebuję też przygotować ofertę dla studentów do konkretnego miasta. Marzę o mapie, do której będę mogła przypiąć bądź przykleić nazwy z uniwersytetami i college’ami w określonym rejonie. Dzięki temu nie będę musiała szperać na stronach www i upewniać się, czy campus danej uczelni na pewno mieści się na Gold Coast 🙂

14. Deska podłogowa. Pół żartem, pół serio – numer jeden najbliższych większych wydatków to deski podłogowe, bez których nie ruszymy z remontem. P.S. W prezencie nie przyjmuję po jednej desce – tylko zestaw na całe 180 metrów kwadratowych! 😀

15. Wspólne zdjęcia. Mamy już zdjęcia ja+Hubert oraz ja+Blessy, ale nie mamy zdjęć we trójkę. Oprócz sesji zdjęciowej oczywiście chodzi o powieszenie ich na ścianach. Jeszcze nie wiem gdzie i w jakich ramkach, ale na pewno będą tworzyć dom. Zupełnie jak zdjęcia bliskich w moim domu rodzinnym.

16. Koc z Australii. Lubię przywozić z podróży sensowne rzeczy. Są pamiątką, która tworzy klimat domu, która określa rodzinę, która definiuje wartości. Tym razem postawiłam na kocyk. Czy skończy jako koc-narzuta na łóżko w sypialni, czy jako koc-narzuta na kanapie dziennej czy jako psi koc… tego nie wiem:)

17. Huśtawka. Cały salon będziemy mieć w belkach, więc nie odpuszczę Hubertowi zamontowania mi huśtawki. Albo dwóch. Będę na niej wisieć w kółko jak małpka!

18. Walizka podręczna. Jej głównym, najważniejszym zadaniem ma być zabezpieczenie laptopa, aparatu i kamery przed uszkodzeniem. Jej kolejnym zadaniem jest swobodny przejazd przez korytarz w samolocie. Koniecznie musi być na 4 kółkach i fajnie byłoby, gdyby była lekka. Może być jednak cięższa w imię zapewnienia stabilności.

19. Poducha podróżna. Nigdy więcej do samolotu bez poduszki. Nie znoszę dobrze długich podróży, puchną mi nogi, dłonie, nagle odzywają się moje oskrzela i zatoki (astma), wysycha mi śluzówka w nosie, pękają mi usta… i na koniec chce mi się płakać. A jak nie mogę zasnąć, by przespać ten czas, chce mi się płakać podwójnie.

20. Ciepłe, bezuciskowe skarpetki do samolotu. Niby dostaje się skarpetki w samolocie na tak długą podróż, ale lubię mieć swoje. Jestem osobą z wiecznie zimnymi stopami, więc dołożenie do tego klimatyzacji i suchego powietrza w samolocie ponownie grozi płaczem.

21. Walizka do 30 kg. 30 kg bagażu oczywiście! Najlepiej twarda, na 4 kółkach i wyróżniająca się. Naprawdę nie chcę szukać swojej ciemnej walizki spośród setek innych ciemnych walizek… Oczywiście są na to sposoby (wstążeczki, naklejki, adresatki – wszystko to, co stosowałam przy poprzednich podróżach do Australii), ale marzę teraz o nowej, wyjątkowej walizce.

22. Monstera. Bo tak, bo wprowadziłaby trochę egzotyki do wnętrza, na pewno lekko by je odmieniła i dodała… zieleni! Przecież ja tak kocham zieleń!

23. Za dużo książek. Okej. BARDZO POTRZEBUJĘ TERAZ różnych tytułów, np. 3550 cudów narodzin, Biegnąca z wilkami, Dlaczego boję się powiedzieć ci kim jestem, Seks się liczy, Biologia przekonań i 114 pozostałych pozycji, jakie mam na swojej liście do przeczytania do końca życia! Ktoś mnie rozumie? 🙂

24. Naprawdę dobry szampon do włosów. Mam kilka swoich ulubionych kosmetyków do włosów, np. Swiss Image czy Paul Mitchell, ale nie mam ideału. Plan na następny kwartał to testy szamponów w poszukiwaniu idealnego.

25. Za dużo doniczek. Okej. Więc BARDZO POTRZEBUJĘ TERAZ…

Poza tym, że mogłabym dodać do listy bieliznę i książki (i doniczki – puste bądź z roślinami), nie mam chyba więcej życzeń na dzisiaj. A Wy co sobie życzycie na święta i urodziny? Wolicie konkret (ja wolę!) czy lubicie niespodzianki (ja nie lubię)? 🙂

Życzę dużo przyjemności z układania własnej wishlisty,